Radio Nadzieja 103,6

Switch to desktop Register Login

"To miejsce święte" - studio terenowe na "Łączce"

Nasz radiowy wóz transmisyjny udał się 5 czerwca do Warszawy na Cmentarz Wojskowy na Powązkach. Redaktorzy programu Anna Skiepko i ks. Tomasz Trzaska postanowili przybliżyć słuchaczom Radia Nadzieja i słuchaczom rozgłośni zrzeszonych w Forum Niezależnych Rozgłośni Katolickich prace poszukiwawczo-ekshumacyjne w kwaterze Ł II, czyli tzw. „Łączce”.

Studio radiowe zostało rozstawione ok 100 metrów od miejsca, które przez pracowników i wolontariuszy nazywane jest “miejscem świętym”. Słoneczna i wietrzna pogoda. Co jakiś czas przechodzą wolontariusze, roztropni wychowawcy przyprowadzają uczniów, aby mogli zobaczyć wydobyte szczątki Żołnierzy Wyklętych. Dumnie w oddali, na wietrze powiewa flaga biało-czerwona, a obok niej warta honorowa strzelców z JS 4141 z Kalisza. I jakże chciałoby się powiedzieć: „Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy”.

Ten, co przywraca twarze

Pierwszym gościem był prof. Krzysztof Szwagrzyk, dyrektor Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN, który przybliżył tragiczną i szczególną, ale także mało znaną historię „Łączki” jako miejsca, które miało posłużyć komunistom do ukrycia ciał pomordowanych żołnierzy podziemia antykomunistycznego. Haniebnie ukryto szczątki ok 300. ludzi. Tych ludzi nikt nie chował, zostali ukryci w ziemi. Wrzucano ich do szybko przygotowanych dołów i zacierano ślady. Zrobiono bardzo dużo, aby pamięć o nich zaginęła. Wierzymy, że wśród tych tu pochowanych jest pan gen. Fieldorf, jest pan rtm. Witold Pilecki. Odnaleźliśmy tutaj szczątki majora Zygmunta Szendzialarza „Łupaszki” i Hieronima Dekutowskiego „Zapory” i wielu, wielu innych – powiedział profesor. Wiceprezes IPN powiedział również, że w ciągu pięciu lat od rozpoczęcia prac poszukiwawczych udało się odnaleźć szczątki ponad dwustu ludzi. Poszukiwania trwają w miejscu, gdzie draństwo komunistyczne postanowiło pochować zasłużonych dygnitarzy systemu, który katował i mordował ludzi oddanych Polsce. Grzebano w tej kwaterze nie tylko wojskowych od stopnia majora wzwyż, ale również inżynierów, lekarzy, itp… Profesor zauważył również bulwersujący fakt: Pochowano tutaj tych, którzy tworzyli represje tamtego okresu: oficerów śledczych, ludzi z UB, z informacji wojskowej, sędziów i prokuratorów wojskowych. Swój nagrobek miał również sędzia Roman Kryże, który w swojej karierze w latach ‘40 i ‘50 orzekł ponad osiemdziesiąt wyroków śmierci, które zostały wykonane. Anna Skiepko zapytała, co powinno stać się z tym miejscem po zakończonych pracach. Profesor Krzysztof Szwagrzyk odpowiadając powiedział, że wierzy, iż cały ten obszar będzie panteonem narodowym. Nie wyobraża sobie tego, aby przeznaczyć ten teren na ponowne pochówki. Przed pracownikami IPN do przebadania pozostał m.in. fragment „Łączki” typowany na pochówki z roku 1948. Wierzymy, że znajdziemy szczątki pana rotmistrza Witolda Pileckiego. Nie wydaje mi się, że znajdziemy jamę grobową i będziemy mieli jego pełne szczątki. Sądzę, że jego identyfikacja może nastąpić na podstawie odnalezionego zęba, fragmentu szczęki, żuchwy, może fragmentu kości długiej(…). Wierzę, że pana rotmistrza, generała, pułkownika i wszystkich innych odnajdziemy. Podczas rozmowy z wiceszefem IPN do magazynu, gdzie tymczasowo złożono wydobyte szczątki podeszła wycieczka szkolna. Jak to dobrze, że tłumaczy się młodym ludziom, co to był za system i kim byli Niezłomni.

Odpowiedzialność wolontariusza

Wolontariuszy można rozpoznać po kolorowych kamizelkach i rękawiczkach. Są w różnym wieku i przybywają na Łączkę z różnych stron Polski i świata. Chcą pomóc człowiekowi, o którym mówią, że „prawdy pod ziemią szuka”. Przesiewając ziemię, jako pierwsi oczyszczają odnalezione kości. Są w rożnym wieku i różnych narodowości. Pomagają jedni drugim. W kolejnym wejściu antenowym gośćmi Anny Skiepko byli: Mariusz Doromoniec z Warszawy i Dorota Fotyga z Gdańska, która brała udział w pracach poszukiwawczych w Gdańsku. Praca wolontariusza to nie tylko stanie “przy sicie”. To także zamiatanie, sprzątanie baraków, pranie kamizelek i rękawiczek. Jest to praca dla wspólnego dobra. Zainteresowanie historią sprawia, że chcą pracować w tym „świętym miejscu”, gdzie nikt nie pogania wolontariuszy, nie ma pracy “na akord”. O odczuciach jakie towarzyszą wolontariuszom Dorota mówi: jest to rodzaj odpowiedzialności, żeby nic nie uszkodzić. Pojawia się myśl co ci ludzie musieli przejść. To jest przywilej dla nas, że możemy ich traktować w należyty sposób. Mariusz odczuwa wzruszenie, szacunek oraz dumę. Kilka dni temu, podczas Pikniku Naukowego na Stadionie Narodowym, gdzie można było dotknąć archeologii IPN, został zapytany przez młodego człowieka: na czyje zlecenie jest to robione? Wolontariusz odpowiedział: na zlecenie Polski(…). Czuję satysfakcję, że działamy w imieniu Polski. Prezydent Andrzej Duda, który niedawno nas tu odwiedził, mówił podobnie.

Diecezjalny wątek na Łączce

W poprzednim numerze Głosu Katolickiego pojawiła się informacja o dwóch księżach-wolontariuszach z naszej diecezji pracujących na „miejscu świętym”, 1 czerwca pracowało ich aż czterech. Jest też szczególna osoba, pochodząca z Łysych – mec. Anna Szeląg, zastępca Dyrektora Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN. Mówiła o tym, jak przebiegają badania, ile osób pracuje w biurze, a także jak wygląda struktura organizacyjna. Tematyka rozmowy dotyczyła badań i porównań genetycznych. Podzieliła się także swoimi odczuciami związanymi z pracą na Łączce: czuję się częścią niesamowitego procesu, niesamowitej chwili, która tworzymy tutaj wszyscy. Czuję się częścią historii. W 2012 roku, gdy jeszcze nie byłam pracownikiem IPN, przyszłam na Łączkę oddać materiał biologiczny, bo jestem krewną jednego z zamordowanych i pochowanych tutaj osób. Patrzyłam na tę ekipę i miałam wrażenie, że są „bogami”, że robią coś niesamowitego, wzbudzali we mnie pełen podziw za to, że robią to, co robią. Teraz kiedy ja mam zaszczyt to robić – nie czując się „bogiem” oczywiście – wiem, że robię coś wyjątkowego. Takiego miejsca jak Łączka nie ma w Polsce. Ona jest jedyna. Anna Szeląg mówiła również o misji prof. Szwagrzyka. Co chwila zapadało milczenie i dane było słyszeć w oddali wysypywany przez koparkę gruz komunistycznych grobów. Zapytana przez ks. Tomasza Trzaskę co odczuwa na Łączce, mówiła: Przez lata to miejsce było zapomniane, próbowano zatrzeć ślady zbrodni komunistycznej – to mnie najbardziej uderza. Pohańbienie naszych bohaterów nie zakończyło się w latach ‘40 i ‘50… Kiedy jestem sama staram się patrzeć na miejsca, gdzie odnaleziono poszczególne osoby, już zidentyfikowane. Wiem gdzie został odnaleziony major „Łupaszko”, wiem gdzie został odnaleziony brat mojej babci i w którym dokładnie miejscu, pod asfaltową aleją, leżeli tyle lat, a myśmy po nich chodzili. Dało się usłyszeć, iż ostatnie zdanie zostało wypowiedziane z drżeniem. Komuniści nie mieli szacunku dla ukrytych szczątek bohaterów. Trwa przywracanie im imion i twarzy.

Wykopaliska można zrobić tylko raz

Prace idą bardzo sprawnie. Powoli kończymy kwaterę Ł II. Ludzie ciężko pracują. Miejsca, w których podejmowane są badania, traktujemy jak stanowiska archeologiczne, bo to jest najlepsza metoda. Zbieramy kości, ich fragmenty, a także artefakty. Naszym zadaniem jest jak najlepsze dokumentowanie tego, co robimy. Bo wykopaliska możemy przeprowadzić tylko raz, zatem im lepsza jest dokumentacja, tym lepiej. Musimy ją zrobić nie tylko dla celów naukowych, ale trzeba pamiętać, że to jest śledztwo. Są z nami prokuratorzy i policja – mówi dr Tomasz Borkowski, naczelnik Wydziału Poszukiwań IPN.

Krzyż postawiony na szczątkach

W ostatnim wejściu antenowym gościła mec. Monika Mużacz–Kowal, p.o naczelnika Identyfikacji IPN, a także ponownie prof. Krzystof Szwagrzyk. Pani mecenas mówiła o polowym laboratorium, w którym szczątki są oczyszczane, aby lekarz z Zakładu Medycyny Sądowej mógł przebadać je pod względem medycznym i następnie z wybranych szczątków pobierany jest materiał ekshumacyjny do badań DNA.
W tym namiocie, szczątki przyniesione z „Łączki” zostają wyczyszczone i ze stosowną delikatnością zabezpieczone. Wydaje się, iż odzyskują one tutaj godność. Czy pan też to tak dostrzega? – pytał ks. Tomasz. Prof. Szwagrzyk odpowiedział: Inaczej naszej pracy nie mogę sobie wyobrazić. Pracujemy ze szczątkami naszych bohaterów(…) zawsze z szacunkiem i pietyzmem… Wielokrotnie pracownicy ze łzami w oczach i drżącymi dłońmi biorą szczątki bohaterów do oczyszczenia. To, co powiedziała mec. Monika Mużacz-Kowal wprawia w zadumę: kiedy mam w ręku „relikwię” w postaci czaszki, to mam taki zwyczaj czynienia znaku krzyża na czole czy fragmencie czaszki(…) Jest to takie opatrzenie na drogę. To czego zabrakło im w momencie śmierci. Naszych bliskich, w kulturze chrześcijańskiej obmywamy, ubieramy w odświętne ubranie do trumny, czule głaszczemy na pożegnanie najbliższych po twarzy… Tutaj tego nie było. Byli brutalnie wrzucani, udeptywani jeden na drugim… Teraz jest pierwsze dotknięcie ich z miłością. Nie bójmy się tego słowa! Z naszą polską miłością. Po to, żeby ich wydobyć i żeby przywrócić nam poczucie spełnienia polskiego i chrześcijańskiego obowiązku. Tymi słowami zakończył się program.

Rozmowy do odsłuchania:

https://wzasiegu.pl/radiowe/pomordowanym-stawiam-zawsze-krzyz-na-czole-studio-terenowe-na-laczce/

xRSz

 

Media

Skomentuj

Upewnij się, że wypełniłeś wszystkie pola.

CEM SpesMediaGroup

Top Desktop version