Radio Nadzieja 103,6

Switch to desktop Register Login

Jezus w sandałach (bez skarpet)

Długo chodziłem pośród tych „watykańskich” wydarzeń i myślałem o czym powinien być kolejny felieton. Chciałoby się napisać o tym, co widziałem tutaj podczas sede vacante i pierwszych dni nowego pontyfikatu. Ale z drugiej strony pomyślałem, że przecież już tak wiele napisano i ciężko znaleźć coś, co  przykuje uwagę czytelnika. Przecież każdy z nas ma swoją własną „historię” wyboru papieża. Każdy gdzieś był w tym czasie, każdy coś robił i każdy był zaskoczony, że to właśnie kard. Jorge Bergolio… Więc będzie o czymś innym, ale podobnym.

      Wracając z placu św. Piotra po Mszy św. inaugurującej pontyfikat Papieża Franciszka, pośród morza ludzi, zauważyłem nastoletniego, pewnie już dorosłego chłopaka. Przeciętny gość, ale szedł starając się zwrócić na siebie uwagę. Nie wprost, ale przez swój styl „macho” (chociaż teraz, to może już tak się nie mówi). W pierwszej chwili pomyślałem: „W takim miejscu, po takim wydarzeniu, to mógłby sobie darować”. Ale zaraz potem trochę zrobiło mi się go żal. Bo gość z pewnością bardzo wartościowy, mający wiele dobrych cech (nawet jeśli nie wybitnych to na pewno dobrych) musi się stylizować na przeciętny styl „macho”, żeby zwrócić na siebie uwagę. Jaki był tego marszu skutek? Zapewne taki jaki i mojego czy tysięcy innych ludzi – doszedł spokojnie do metra i wrócił do domu, czy też spotkał się ze znajomymi. Więc skąd u mnie ten smutek?

      Ten gość (dla ułatwienie nazwijmy go Pietro, bo obok placu Apostoła go spotkałem) wpadł zapewne w sidła tego, co nazywamy modą, czy może teraz bardziej byciem trendy. Nawet trochę słów brakuje, aby wyjaśnić o co chodzi. Więc po prostu opiszę to zjawisko chociaż domyślam się, że i tak wiedzą Państwo o co mi chodzi. Otóż zjawiskiem, o którym myślę jest „moda klonów”. I sądzę, że nie chodzi tutaj o sam sposób ubierania, ale również życia czy formułowania sądów. Dziennikarze często nazywają to zjawisko mainstreamem, czyli po prostu głównym nurtem. Podam kilka przykładów i od razu przepraszam za krzywdzące, z pewnością, uogólnienia. 

Wszedłem kiedyś do jednego ze sklepów z odzieżą dla młodzieży i nie tylko. Szukałem spodni. Pani odpowiada – nie mamy „normalnych” spodni, tylko rurki. Tak będzie najbliższe dwa sezony. No cóż, idę dalej, kolejna pani mówi to samo. Po kilku próbach poddałem się. Kupiłem klasyczne – tzw. kanty, w sklepie z garniturami.

Kolejnym razem chciałem kupić buty – na lato – czyli sandały. Pomyślałem z uśmiechem, kupię od razu skarpety, bo jak to sandały bez skarpet? Pani odpowiada: Mamy tylko japonki. Ja: Ale japonki to są dla dziewczyn. Pani: taka teraz moda. Po kilku próbach kupiłem klasyczne sandały w sklepie z tanim obuwiem. Były tylko tam.

Zatem jedną z tych mejnstrimowych przestrzeni jest moda – musimy wyglądać tak samo. Jak klony. Ktoś tak wymyślił (a na marginesie - mówi się, iż kreatorami mody są hmm… stali bywalcy „Błękitnej Ostrygi”). Albo ubierasz się jak my, albo nie jesteś trendy! (Przypominam w/w klauzulę o uogólnieniach).

Innym stylem jest oczywiście sposób bycia. Weźmy dla przykładu, oklepane już nieco, zjawisko leminga. Lemingi żyją w wielkich miastach (proszę sobie teraz wyobrazić głos Krystyny Czubówny z programu „Cudowna Planeta”), gromadzą się w mniejszych lub większych skupiskach w ogólnodostępnych pijalniach amerykańskiej kawy. Jadają „gnoczczi”, piją „ekspresso lub maczjato”, a rozchodząc się wypijają wspólnie „modżajto”. Boją się „kaczafiego”, a prawie całe swoje życie spędzają w „korpo” dyskutując nt. związków partnerskich i „przeklętego ciemnogrodu” (przypominam w/w klauzulę).

Wróćmy zatem do naszego nowego kolegi o imieniu Pietro. Co łączy klony, lemingi i Piotra? Otóż jakaś forma tożsamości grupowej. W grupie trochę raźniej. Trzymając styl grupy nie narażę się na wytykanie palcem i śmiech. Nie muszę też martwić się o swój styl. „Ustrój” mi go zapewni. Matko! Nie martw się o wychowanie swoich dzieci. Polska Ludowa zrobi to za ciebie lepiej! Nie jest (wspólny styl) niczym szczególnie złym. Po prostu odrobinę „miażdży” indywidualizm. Tak sądzę.

I dochodzimy do puenty. Gdyby Pietro, klony i lemingi doświadczyły tego, co znaczą słowa pewnego mężczyzny po trzydziestce, chodzącego w sandałach bez skarpet 2000 lat temu: „Poznajcie Prawdę, a Prawda was wyzwoli” byłoby im prościej przeżywać swoją indywidualność i grupowość zarazem. Nie tylko im. Nam wszystkim. Bo nie ma nic złego w noszeniu takich, czy innych ubrań, słuchania Możdżera albo Biebera, czytania Nędzników czy Władcy Pierścieni. To są elementy naszego życia. Ale Jezus chce, żebyśmy doświadczyli „prawdziwej prawdy” o sobie. O co chodzi z tym pleonazmem?

Pietro jest uosobieniem trochę każdego z nas. Chcemy w życiu być zauważeni, docenieni, pochwaleni. Lubimy mieć dobry piar, nie lubimy jak się nas obmawia. Nasze grzechy i słabości chowamy gdzieś w sercu, naszymi sukcesami dzielimy się z bliskimi, bo lubimy gdy nas ktoś doceni. Tacy jesteśmy. Kiedyś słyszałem rozmowę dwóch kleryków. Jeden z nich mówi: Pokora to uznanie prawdy o sobie. Zapytał ten drugi: Czyli jak jestem piękny, to powinienem to przyznać? Na co pierwszy odpowiada: Jeżeli jesteś piękny, to tak, ale lepiej, żebyś się upewnił.

        Chodzi, Drodzy Państwo, o to, żeby zobaczyć siebie takimi jakimi jesteśmy. Dokładnie i prawdziwie. Dobrze jest wiedzieć jakie są moje słabości. Z czym sobie nie radzę, gdzie najczęściej wpadam w grzech. Ale trzeba też wiedzieć to, że jestem bardzo wartościowy, bardzo kochany, piękny i dobry. Że nie urodziłem się zły, niepotrzebny. Że są ludzie, dla których jestem całym światem. Że warto wstawać z grzechu, bo warto być czystym. Że jeśli jestem wolny od grzechu to jestem święty. I piękny. I prawdziwie wolny. Nie jestem niewolnikiem grzechu. Nie muszę bać się, że ktoś mnie zdemaskuje, że ktoś pozna mój grzech, moją słabość, że ją wyśmieje. A nawet jeśli, to spójrzmy co mówi św. Paweł: Mam upodobanie w moich słabościach (…). Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny (2 list do Koryntian). Mówi to facet, który walczył przeciw przyjaciołom Jezusa. Kiedy się nawrócił, zobaczył, że gdyby nie doświadczył słabości, nie doświadczyłby też swojej wartości. Bóg mu ją pokazał.

       A zatem szukajmy Prawdy o nas samych. Bóg nie chce, byśmy byli przed Nim swoimi własnymi pijarowcami. Jeśli doświadczysz jak jesteś ważny, potrzebny i piękny – wtedy nie przeszkodzi Ci w byciu prawdziwym chodzenie na ekspresso w japonkach i skarpetach. Nawet jeśli nie wiesz co to gnoczczi czy korpo.

Ja też szukam Prawdy. Na obrazku prymicyjnym napisałem takie słowa: <<[Pan] mi powiedział: „Wystarczy Ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9)

Szczęść Boże!

Ks. Tomek

www.facebook.pl/xFilo

CEM SpesMediaGroup

Top Desktop version