Radio Nadzieja 103,6

Switch to desktop Register Login

Radość i nadzieja

Adwent, jak przypomina mszał rzymski, jest czasem radosnego, pobożnego i chwalebnego oczekiwania. Nie ma lęku czy zniecierpliwienia, jest natomiast radość i nadzieja – mówi ks. dr Zbigniew Skuza, wicerektor Wyższego Seminarium Duchownego w Łomży. Rozmawiała Joanna Sanicka.

Rozpoczynamy Adwent, czas „prostowania ścieżek” swojego życia w radosnym oczekiwa­niu na przyjście Pana. Co to oznacza?

– Słowa „rozpoczynamy Adwent, czas «pro­stowania ścieżek»” wskazują na dwie rzeczywi­stości, które razem stanowią o istocie Adwentu. Pierwsza, to oczywiście „przyjście Pana”. Słowo „Adwent”, tak dobrze nam znane, pochodzi od łacińskiego „adventus” oznaczającego dosłow­nie „przyjście”. Najważniejsze i pierwsze jest to, że Pan przychodzi. Z tego faktu wypływa druga rzeczywistość, czyli postawa oczekiwania i przy­gotowania na to przyjście. Mszał rzymski pięknie określa Adwent jako czas radosnego, pobożne­go i chwalebnego oczekiwania. Wspomniane wyżej „prostowanie ścieżek”, czyli postawa głę­bokiej przemiany i nawrócenia, jest konkretną realizacją tego oczekiwania na przychodzącego Pana. Istotne jest jednak zachowanie właściwej kolejności: najważniejsze jest przyjście Pana, On jest pierwszy, a naszą odpowiedzią na Jego przyjście jest „prostowanie ścieżek”. To mocne i piękne sformułowanie znajdujemy w Starym Testamencie u proroka Izajasza (por. Iz 40, 3), a następnie w Nowym Testamencie w naucza­niu św. Jana Chrzciciela (por. Mt 3, 3). Prorok Iza­jasz, Jan Chrzciciel i Matka Boża to trzy postaci biblijne, które w tym adwentowym oczekiwaniu nas prowadzą.

Myśląc o Adwencie, przypomina mi się przypowieść o pannach mądrych i niemą­drych. Bo Adwent to czas napełniania lamp, by w Boże Narodzenie Go rozpoznać?

– To jest bardzo dobre porównanie. W 25. rozdziale Ewangelii wg św. Mateusza znajdujemy tę piękną przypowieść Pana Jezusa, który mówi o oblubieńcu, który miał przeżywać swoją uroczystość weselną (por. Mt 25, 1-12). Według tradycji żydowskiej trzeba było czekać na oblubieńca, który wedle przyjętych obycza­jów, zwykle nieco się spóźniał, aby „podkreślić” wagę swej osoby i całego wydarzenia. Dzie­sięć oczekujących panien przyszło z lampami. Wszystkie miały wspólny cel, oczekiwały na to samo wydarzenie. Jednak była między nimi jed­na zasadnicza różnica. Pięć z nich przewidziało, że to oczekiwanie może się przedłużyć i zabez­pieczyło się odpowiednio, zabierając wraz z lam­pami zapas oliwy. Drugiej piątce – niemądrym pannom, zabrakło oliwy w oczekiwaniu na spóź­niającego się oblubieńca. Ich lampy zgasły. Bar­dzo sugestywna jest ta definicja Adwentu jako czasu napełniania lamp, czyli bardzo świadome­go i pieczołowitego oczekiwania na przychodzą­cego Pana. Robimy wszystko, by ta lampa mo­gła się napełnić olejem, którego nam wystarczy. Wiemy z doświadczenia, że różne są sposoby oczekiwania. Gdy oczekujemy np. w kolejce do lekarza czy w jakimś urzędzie, temu oczeki­waniu towarzyszy często zniecierpliwienie czy zdenerwowanie. Gdy oczekujemy na coś, czego się boimy, chcielibyśmy, aby to nigdy nie nade­szło – każda minuta napełnia nas coraz większą obawą i lękiem. Gdy oczekujemy na wydarzenia nieznane czy takie, które w jakiś sposób mogą nas zaskoczyć, towarzyszy nam zazwyczaj wiel­ki niepokój. Tymczasem Adwent, jak przypomina wspomniany mszał rzymski, jest czasem rado­snego, pobożnego i chwalebnego oczekiwania. Nie ma lęku czy zniecierpliwienia, jest natomiast radość i nadzieja.

O Adwencie mówimy jako o czasie rado­snym. Sposób przeżywania tego czasu jest zgoła inny niż Wielkiego Postu. Jednak w Ko­ściele obowiązuje ten sam kolor szat liturgicz­nych. Czym jest to uzasadnione?

– W okresie Adwentu rozróżniamy dwa etapy. Od pierwszej niedzieli Adwentu do 15 grudnia nasze oczekiwanie koncentruje się na powtórnym, chwalebnym przyjściu Pana Jezusa na końcu czasów. To oczekiwanie eschatolo­giczne jest pełne nadziei, bo ponowne przyjście w chwale oznacza Jego panowanie i definitywną realizację królestwa Bożego. Tylko sam Bóg zna moment i czas, w którym to nastąpi. Dlatego do 15 grudnia teksty biblijne i liturgiczne nie mówią o Bożym Narodzeniu, ale podkreślają to oczeki­wanie ostatecznego przyjście Pana. Natomiast drugi etap Adwentu to tzw. nowenna przed Bożym Narodzeniem, która trwa od 16 do 24 grudnia i przygotowuje nas bezpośrednio do ob­chodzenia pamiątki pierwszego przyjścia Pana Jezusa, czyli uroczystości Bożego Narodzenia. My wiemy, że Pan Jezus się już narodził, histo­rycznie to już się dokonało, ale z radością ob­chodzimy pamiątkę tego wydarzenia i na nowo je przeżywamy. Dlatego raz jeszcze chciałbym to podkreślić: cały Adwent, w obu swych etapach, to czas radosnego oczekiwania. A skąd fioleto­we szaty liturgiczne? W Kościele, w pierwszych wiekach, chrzty odbywały się podczas Wigilii Paschalnej (a później też na zesłania Ducha Świętego), a więc przygotowanie katechume­nów odbywało się przez Wielki Post. Później, kiedy liczba katechumenów wzrastała, powstał też zwyczaj chrztów w Boże Narodzenie, dla­tego też okres Adwentu przygotowujący do Bożego Narodzenia zaczęto porównywać, czy nawet w pewnym sensie utożsamiać, z Wielkim Postem, przypisując mu niejako podobny cha­rakter pokutny, stąd kolor fioletowy używany w liturgii. Trzeba jednak pamiętać, że Adwent, w odróżnieniu od Wielkiego Postu, ma przede wszystkim charakter tęsknego oczekiwania. Ale kolor fioletowy szat liturgicznych jest zacho­wany i podkreśla zadumę, refleksję, wyciszenie i potrzebę nawrócenia, aby „prostować ścieżki życia”. Tę duchową atmosferę Adwentu w przej­mujący sposób wyraża prorok Izajasz, w słyn­nych słowach „Niebiosa, wysączcie z góry spra­wiedliwość i niech obłoki z deszczem ja wyleją”(Iz 45, 8), które w tłumaczeniu łacińskim brzmią: Rorate caeli desuper, stając się wiodącym moty­wem najsłynniejszej pieśni adwentowej. W tej pieśni jest ogromna tęsknota, oczekiwanie na wydarzenie, które da życie. Zbolała, spękana, smutna ziemia czeka na rosę. Tą rosą jest sam Zbawiciel. Na Niego czekamy, bez Niego wszyst­ko jest smutne i pozbawione życia. Dlatego zachowano kolor fioletowy, chociaż charakter pokutny nie jest główną cechą Adwentu.

Co nie znaczy, że powinniśmy przeżywać Adwent beztrosko i oczywiście radośnie na spotkaniach towarzyskich... Choć nie pokutu­jemy głęboko, to jednak pamiętajmy o sakra­mencie pojednania.

– Oczywiście. Boże Narodzenie i cały ten okres poprzedzający jest czasem refleksji nad wielkimi wydarzeniami zbawczymi. Trzeba rów­nież pamiętać, że w okresie Bożego Narodzenia przeżywamy wiele bardzo ważnych uroczystości świąt chrześcijańskich: najpierw uroczystość Bożego Narodzenia, później uroczystość Naj­świętszej Maryi Panny Bożej Rodzicielki oraz uroczystość Objawienia Pańskiego. Ale jest też przecież święto św. Rodziny, święto św. Szczepa­na, i inne. Zatem jest to okres niezwykle ważny, stąd w Adwencie konieczne jest gruntowne przy­gotowanie duchowe, przede wszystkim poprzez sakrament pojednania, modlitwę i słuchanie Słowa Bożego. To z pewnością nie czas na ska­kanie i hulanie, lecz na pewne wyciszenie i upo­rządkowanie swojego wnętrza. Stąd to wołanie o „prostowanie ścieżek”.

Chciałabym jeszcze wrócić do aspektów bi­blijnych. Czy w Biblii mamy adwentowe przy­powieści?

– Możemy mówić nie tyle o przypowieściach, co raczej o trzech biblijnych przewodnikach, którzy prowadzą nas przez Adwent. Pierwszy to prorok Izajasz. W czytaniach liturgicznych, zarówno w niedziele, jak i w dni powszednie czytamy teksty proroka Izajasza, jednego z największych proroków Izraela, którego życie i działalność przypada na VIII w. przed Chrystu­sem. To właśnie u niego mamy najważniejsze, najbardziej wyraźne zapowiedzi mesjańskie, jak choćby słynny tekst: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Emmanuel” (Iz 7, 14). U proroka Izajasza mamy wspaniałe teksty mówiące o pocieszeniu (jak np. Iz 40, 1-2) i o Dobrej Nowinie (w Iz 52, 7). Prorok Izajasz jest przewodnikiem w nadziei i w oczekiwaniu. Pamiętajmy o tym, że on sam nie ujrzał dnia Chrystusa, ale osiemset lat przed Jego narodze­niem jasno Go zapowiedział. To niezwykłe, jak prorok uczy nas wytrwałego oczekiwania. Drugi przewodnik adwentowy to Jan Chrzciciel. On na­zywa siebie prodromos, czyli ten, który „biegnie przed…”, który „przygotowuje” drogę Chrystuso­wi. Jan Chrzciciel, jego silna osobowość i jego misja, pokazują, w jaki sposób należy się przy­gotować, jak bezkompromisowo się nawrócić i pokutować. Jan uczy nas jak – używając języka Izajasza – wyrównywać góry, prostować ścieżki, zapełnić dziury i miejsca wyboiste. Uczy nas na­prawiania swojego życia, nierezygnowania i nie­poddawania się. Trzecia postać adwentowa to Najświętsza Maryja Panna. W naszych kościo­łach zostaną zapalone tzw. świece roratnie, które przywołują Jej obecność. To właśnie w Adwen­cie dnia 8 grudnia obchodzimy uroczystość Jej Niepokalanego Poczęcia, dziękujemy Bogu za Jej nieskazitelną czystość i piękno. Maryja jest naszą przewodniczką w wierze, bo uczy nas, jak przyjmować Słowo Boże, pokazuje nam, w jaki sposób to słowo może wejść w nasze życie. Ma­ryja swoim aktem zawierzenia, całkowicie pod­porządkowała się Bogu, całkowicie Mu zaufała. Pamiętajmy o tych trzech postaciach, które jak lampy oświetlają naszą adwentową wędrówkę: Izajasz jako prorok nadziei, Jan Chrzciciel jako prorok konkretnego przygotowania i Matka Boża jako wzór przyjęcia słowa. Jeśli pozwolimy się im prowadzić, to nasze przeżywanie Adwentu z pewnością będzie owocne.

Tych trzech przewodników łączy jedna wspólna cecha, bardzo ważna w okresie Ad­wentu – pokora.

– Rzeczywiście wszyscy oni są bardzo po­korni. A pokora to postawa, która charakteryzuje się ogromnym zaufaniem Panu Bogu i postawie­niem Go w centrum. To nie ja jestem najważ­niejszy, to nie ode mnie świat się zaczyna i nie na mnie kończy. Zgadzam się być narzędziem w ręku Pana Boga, pozwalam Mu się prowadzić i podporządkowuję się Jego woli i Jego logice. W naszym życiu osobistym i społecznym naj­większym nieszczęściem jest to, że próbujemy przeforsować nasze pomysły na życie, nie licząc się z Nim ani z Jego słowami. Nam się wydaje, że wiemy lepiej od Pana Boga, co jest dla nas najlepsze. Tymczasem zarówno prorok Izajasz, jaki i Jan Chrzciciel i Matka Boża są bardzo pokorni, przyjmują Boga, Jego słowa i Jego za­mysły do swego życia. A taka pokora jest nam bardzo potrzebna i uczymy się jej w Adwencie. Bo to właśnie w tym czasie, jak już mówiliśmy, spotykają się dwie rzeczywistości. Z jednej stro­ny Bóg, który przychodzi do człowieka jako Dar, a z drugiej strony człowiek, który może Go przy­jąć lub odrzucić. Jeśli Bóg do mnie przychodzi, ale ja się na Niego zamknę i powiem Mu: Panie Boże, ja mam lepszy pomysł na moje życie, nie potrzebuję Cię, to cóż On może we mnie zmie­nić?... Ale jeżeli ja Go przyjmę, jeżeli uwierzę, że to On ma klucz do mojego serca i pozwolę Mu działać, wtedy On wejdzie w moje życie i je od­mieni. Tej postawy pokornego i ufnego otwarcia się na Pana, który do nas przychodzi, mamy w Adwencie uczyć się najbardziej.

Skomentuj

Upewnij się, że wypełniłeś wszystkie pola.

CEM SpesMediaGroup

Top Desktop version