Radio Nadzieja 103,6

Switch to desktop Register Login

14 sierpnia 2017

Opublikowano w Słowo Życia Napisał

PONIEDZIAŁEK DZIEWIĘTNASTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO

Mt 17,22-27

Gdy Jezus przebywał w Galilei z uczniami, rzekł do nich: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Oni zabiją Go, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie”. I bardzo się zasmucili.
Gdy przyszli do Kafarnaum, przystąpili do Piotra poborcy dwudrachmy z zapytaniem: „Wasz nauczyciel nie płaci dwudrachmy?” Odpowiedział: „Owszem”.
Gdy wszedł do domu, Jezus uprzedził go, mówiąc: „Szymonie, jak ci się zdaje? Od kogo królowie ziemscy pobierają daniny lub podatki? Od synów swoich czy od obcych?” Powiedział: „Od obcych”.
Jezus mu rzekł: „A zatem synowie są wolni. Żebyśmy jednak nie dali im powodu do zgorszenia, idź nad jezioro i zarzuć wędkę. Weź pierwszą rybę, którą wyciągniesz, i otwórz jej pyszczek: znajdziesz statera. Weź go i daj im za Mnie i za siebie”.

 

     „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi.”
Jezus w trakcie ziemskiego życia kilkakrotnie zapowiadał uczniom Swoją Mękę. I choć mówił także o powstaniu z martwych, o tym, że będzie Zwycięzcą śmierci – to jednak uczniowie jakby nie dostrzegli tej ostatniej części zapowiedzi. I, jak mówi nam Ewangelista, zasmucili się bardzo. Jak wiemy, słowa Chrystusa się wypełniły. On powstał z martwych i jest z nami, ze Swoim ludem, jak to obiecał: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Wtedy rozradowali się Jego uczniowie, kiedy zobaczyli Go żywego, kiedy z nimi rozmawiał przypominając to, co im wcześniej mówił i potwierdzając, że to wszystko, co się wydarzyło było wcześniej przez Niego zapowiedziane. Wtedy to uczniowie radowali się i ta radość w nich trwała, kiedy głosili Ewangelię Pana. Ta radość powinna być także naszą radością. Nosić w sercu powinniśmy tę radość, która była radością uczniów Pana po Zmartwychwstaniu, która płynęła z faktu ujrzenia Go żywym. Tak, Jezus żyje, On jest z nami. On nas prowadzi. Ta radość serca, radość wnętrza powinna być zawsze naszym udziałem. Nawet w momentach największych doświadczeń, w chwilach cierpienia, stając wobec piętrzących się trudności – trzeba nam znajdować radość i umocnienie w zapewnieniu Chrystusowym: „Oto Ja jestem z wami...”.

12 sierpnia 2017

Opublikowano w Słowo Życia Napisał

SOBOTA OSIEMNASTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO

Mt 17,14-20

Pewien człowiek zbliżył się do Jezusa i padając przed Nim na kolana, prosił: „Panie, zlituj się nad moim synem. Jest epileptykiem i bardzo cierpi; bo często wpada w ogień, a często w wodę. Przyprowadziłem go do twoich uczniów, lecz nie mogli go uzdrowić”.
Na to Jezus odrzekł: „O plemię niewierne i przewrotne! Dopóki jeszcze mam być z wami; dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie mi go tutaj”. Jezus rozkazał mu surowo i zły duch opuścił go. Od owej pory chłopiec odzyskał zdrowie.
Wtedy uczniowie zbliżyli się do Jezusa na osobności i pytali: „Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?”
On zaś im rzekł: „Z powodu małej wiary waszej. Bo zaprawdę powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: «Przesuń się stąd tam», i przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was”.

 

     „Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy...”
Jezus mówi o wierze uczniów, którzy nie potrafili pomóc chłopcu opętanemu przez złego ducha. Słowa o wierze zachęcają, by się zastanowić nad swoją wiarą. Jaka jest nasza wiara? Gdyby ktoś nam postawił pytanie o to, czy jesteśmy wierzący, to odpowiedzielibyśmy twierdząco. Ale pytanie o to, jaka jest nasza wiara – jest o wiele trudniejsze. Człowiek niekiedy przeżywa wątpliwości, niekiedy wiara słabnie, pojawiają się trudności, niekiedy przytłoczeni sprawami codzienności zapominamy o Bogu, o modlitwie, o życiu sakramentalnym... Mieć wiarę „jak ziarnko gorczycy” – małe, ale rozwijające się, by w odpowiednim momencie wydać owoc. Także i nasza wiara, choć zdaje się „mała”, słaba, daleka od doskonałości – może się umacniać, pogłębiać, może wydawać owoc: jeśli będziemy starali się z Bożą pomocą nad swoją wiarą pracować. Bo wiara w pierwszym rzędzie jest darem Bożym. On hojnie darzy nas Swoją laską, ale musimy współpracować z Panem; musimy dar wiary także przyjąć jako zadanie dla nas. Prośmy Chrystusa o Jego łaskę, byśmy potrafili coraz mocniej, coraz silniej, coraz głębiej wierzyć, ufać Bogu w naszej codzienności – a jednocześnie korzystajmy z tych pomocy, które On nam daje, by zbliżać się do Niego. Niech w naszych sercach ciągle na nowo rozlega się wołanie: „Wierzę, Panie, zaradź memu niedowiarstwu.”

11 sierpnia 2017

Opublikowano w Słowo Życia Napisał

PIĄTEK OSIEMNASTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO

Mt 16,24-28

Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?
Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania. Zaprawdę powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają, śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim”.

 

     „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.”
Słuchając słów Jezusa nasuwa się w pierwszym momencie myśl, że mówi On w tym miejscu o tych, którzy chcą w szczególny sposób być Jego uczniami, chcą podążać za Nim, poświęcając własne życie Jemu w posłudze kapłańskiej czy też podążając za Nim na drodze życia konsekrowanego, np. w zgromadzeniu zakonnym czy w indywidualnej formie konsekracji. Jednak słowa te wskazują na sposób realizowania własnego powołania chrześcijańskiego, bez względu na to, kim jesteśmy. Iść za Jezusem, a wiec podążać przez życie jako osoba ochrzczona, jako ktoś włączony do wspólnoty uczniów Jezusa – to znaczy dążyć do tego, by całkowicie zaangażować się w realizowanie Jego nauki w codzienności własnego życia. Nie można być uczniem Jezusa tylko w „iluś procentach”, tylko „od święta”, jedynie w niektórych aspektach. Zadaniem kogoś, kto nazywa się chrześcijaninem jest troska o to, by nauką Jezusa żyć na co dzień w każdej sytuacji. Oznacza to podążać za Jezusem w momentach łatwych i przyjemnych, ale także i wtedy, kiedy może się to łączyć z trudem, wysiłkiem, z niesieniem krzyża – o czym mówi Jezus. Czy jesteśmy gotowi podjąć ten trud? Czy chcemy go podejmować? Mobilizujmy się do tego, by być konsekwentnymi w naszym życiu chrześcijańskim, w naszym dawaniu świadectwa o przynależności do Kościoła św.

10 sierpnia 2017

Opublikowano w Słowo Życia Napisał

ŚWIĘTO ŚW. WAWRZYŃCA, DIAKONA I MĘCZENNIKA

 

J 12,24-26

Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.
A kto by chciał mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli kto Mi służy, uczci go mój Ojciec”.

 

     „Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity.”
Takie są prawa biologii. Jeśli ziarno ma zaowocować, jeśli ma przynieść plon, jeśli więc ma spełnić swoje zasadnicze zadanie: musi „obumrzeć”, musi ulec „zniszczeniu”, bo oddaje nagromadzone w sobie substancje po to, by nowa roślina mogła żyć, mogła rosnąć, a w przyszłości – wydać owoc. Można by założyć sobie taką sytuację, że nowa roślina nie otrzyma tego, co w ziarnie zostało nagromadzone i nie rozwinie się. Ale wtedy ziarno to nie spełniłoby swego zadania, bo nie dałoby owocu. Chrystus Pan chce, byśmy także i do swego życia odnieśli te słowa i to porównanie do ziarna. To, czy my w życiu przynosimy i będziemy przynosić owoc zależy także od tego, na ile potrafimy dawać, dawać z siebie, dzielić się tym, co mamy: naszymi środkami materialnymi, naszym czasem, naszymi talentami i zdolnościami, naszym sercem... Można tego wszystkiego zazdrośnie strzec, chować tylko dla siebie, ale wtedy owoc będzie o wiele słabszy, mniejszy albo nie będzie go wcale. W ostatecznym rozrachunku okazuje się, że dzielenie się z innymi czyni innych – i nas samych – bogatszymi, bo w ten sposób przynosimy owoc, o którym mówi nam Jezus. Zastanówmy się nad tym, co te słowa dla nas oznaczają: „(...) jeśli obumrze, przynosi plon obfity”.

9 sierpnia 2017

Opublikowano w Słowo Życia Napisał

ŚWIĘTO ŚW. TERESY BENEDYKTY OD KRZYŻA (EDYTY STEIN)

Mt 25,1-13
Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść:
„Królestwo niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie oblubieńca. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięty lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły.
Lecz o północy rozległo się wołanie: «Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie». Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy.
A nierozsądne rzekły do roztropnych: «Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną».
Odpowiedziały roztropne: «Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie». Gdy one szły kupić, nadszedł oblubieniec. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto.
W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: «Panie, panie, otwórz nam».
Lecz on odpowiedział: «Zaprawdę powiadam wam, nie znam was». Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”.

 

     „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”.
Czytamy przypowieść Jezusa dziś nam przekazaną we fragmencie Ewangelii o pannach roztropnych i nierozsądnych w perspektywie konieczności bycia gotowymi na spotkanie z Chrystusem, Sędzią żywych i umarłych (jak o nim mówimy w wyznaniu wiary). Nie znamy momentu kresu naszego życia doczesnego, nie znamy momentu, w którym trzeba nam będzie stanąć przed Jezusem, aby wtedy zdać sprawę z tego, jak przeżyliśmy nasze ziemskie życie, jak realizowaliśmy zadania chrześcijańskiego powołania, jak wykorzystaliśmy dary, talenty, charyzmaty, które Bóg nam przekazywał w ciągu lat naszego życia na tym świecie. Jednak gotowość na przyjście Pana, gotowość na spotkanie z Nim – to także nasza codzienna gotowość i pragnienie spotkania Jezusa. Mamy możliwość spotkać się z Nim przez czas poświęcony na osobistą modlitwę. Mamy możliwość spotkania Go przez lekturę słowa Bożego zapisanego na kartach Biblii. Możemy spotkać Go udając się do świątyni, by uczestniczyć w Ofierze Mszy św. czy też po to, by zatrzymać się przed Chrystusem obecnym w tabernakulum czy w monstrancji. Czy pamiętamy o tym, że możemy Jezusa spotykać na drogach naszego życia? Czy pamiętamy, że On chce z nami się spotykać? Czy jesteśmy gotowi i czy dążymy do tego, by Go spotkać? Zadajmy sobie te pytania.

8 sierpnia 2017

Opublikowano w Słowo Życia Napisał

WTOREK OSIEMNASTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO

Mt 14,22-36

Skoro tłum został nakarmiony, Jezus zaraz przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny.
Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli.
Wtedy Jezus odezwał się do nich: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”.
Na to odpowiedział Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie”.
A On rzekł: „Przyjdź”.
Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: „Panie, ratuj mnie”.
Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?”
Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”.
Gdy się przeprawili, przyszli do ziemi Genezaret. Ludzie miejscowi, poznawszy Go, rozesłali posłańców po całej tamtejszej okolicy, znieśli do Niego wszystkich chorych i prosili, żeby przynajmniej frędzli Jego płaszcza mogli się dotknąć; a wszyscy, którzy się Go dotknęli, zostali uzdrowieni.

 

     „Panie, ratuj mnie!”
Szymon Piotr w ten sposób woła do Jezusa, kiedy zaczął tonąć we wzburzonych wodach jeziora. Najpierw przeżył czas wielkiego zaufania Jezusowi, kiedy posłuchał się Mistrza i wyszedł z łodzi, aby po wodzie iść ku Chrystusowi. Potem jednak przyszedł moment zwątpienia, moment zawahania – w obliczu burzy, która mocno uderzała w tym momencie. Piotr zawołał do Jezusa, a On wyciągnął ku niemu rękę i go uratował. Jakże w naszym życiu bywa podobnie. W wielu momentach mamy w sobie tę wielką wiarę i ufność pokładaną w Bogu, czujemy radość serca płynącą z bliskości z Nim (przeżywając rekolekcje, uczestnicząc we Mszy św., przyjmując Chrystusa w Eucharystii, odchodząc od konfesjonału po spowiedzi). Jednak przychodzą także i te chwile, kiedy czujemy się podobni do Piotra tonącego w wodach jeziora. W takich sytuacjach powinniśmy i my wyciągnąć swe ręce ku Chrystusowi i wołać do Niego: „Panie, ratuj mnie”. Musimy w szczególny sposób mobilizować siebie w takich momentach do zaufania naszemu Zbawicielowi i do oddania siebie, swoich spraw, swoich trudności i cierpień w Jego ręce. Oddać w Jego ręce z wewnętrznym przekonaniem, że On jest z nami, nam towarzyszy i na pewno Swoją mocą wesprze nas w tych szczególnych momentach. Mówi On także i do nas, mówi także w chwilach największych doświadczeń: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”.

7 sierpnia 2017

Opublikowano w Słowo Życia Napisał

PONIEDZIAŁEK OSIEMNASTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO

Mt 14,13-21

Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych.
A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce to jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”.
Lecz Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść”.
Odpowiedzieli Mu: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”.
On rzekł: „Przynieście mi je tutaj”.
Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

 

     „Wy dajcie im jeść.”
Z takim poleceniem zwraca się Pan Jezus do Swoich apostołów, kiedy to oni mówią do Niego o tym, że trzeba by rozesłać zgromadzonych do domów, by sami postarali się o zaspokojenie głodu. Uczniowie zapewne świadomi są tego, że nie są w stanie spełnić to polecenie Jezusa, gdyby mieli liczyć tylko na własne siły i możliwości. Pięć chlebów i dwie ryby – to nic w porównaniu w wielką liczbą zebranych. Pan jednak dokonuje rozmnożenia chleba i ryb, a wtedy Jego uczniowie mogą spełnić polecenie Mistrza, bo mają pokarm, którym mogą obdarzać innych, bo mają w swych rękach pokarm, który dał im Jezus. „Wy dajcie im jeść.” Warto pamiętać, że Chrystus Pan także w nasze ręce składa różne dary, różne talenty, umiejętności. Jezus i w nasze ręce daje to, czym możemy obdarzać innych. I o tym nie możemy zapominać: mamy obdarzać innych, mamy dzielić się tym, co posiadamy, z tymi, których spotykamy na drogach życia. Jako uczniowie Pana, jako członkowie Kościoła św., jesteśmy przez Chrystusa wezwani do tego, by okazywać miłość naszym bliźnim. Jesteśmy wezwani do tego, by swą wiarę ukazywać w czynie dnia codziennego. Zastanówmy się nad tym, jak możemy odpowiedzieć na wezwanie Chrystusa skierowane do każdego z nas, by okazywać serce, by dzielić się z bliźnimi, by „dawać” tym, których spotykamy w życiu codziennym.

5 sierpnia 2017

Opublikowano w Słowo Życia Napisał

SOBOTA SIEDEMNASTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO

Mt 14,1-12

W owym czasie doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie. I rzekł do swych dworzan: „To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim”.
Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wrzucić do więzienia. Powodem była Herodiada, żona brata jego Filipa, Jan bowiem upominał go: „Nie wolno ci jej trzymać”. Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka.
Otóż kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona, przedtem już podmówiona przez swą matkę, powiedziała: „Daj mi tu na misie głowę Jana Chrzciciela”. Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posłał więc kata i kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczęciu, a ono zaniosło ją swojej matce.
Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je; potem poszli i donieśli o tym Jezusowi.

 

     „Jan bowiem upominał go: Nie wolno ci jej trzymać.”
W dzisiejszej liturgii słowa czytamy tekst, który nam przypomina postać św. Jana Chrzciciela, poprzednika Jezusa – tego, który nauczając przed wiekami nad Jordanem wzywał do prostowania dróg dla przychodzącego Mesjasza. Tenże Jan skierował także ostre słowa upomnienia pod adresem Heroda Antypasa, upominając go w związku z tym, że żył razem z Herodiadą, żoną własnego brata. Jakże wielkiej trzeba było odwagi, by upomnieć władcę. Jakże wielkiej trzeba było odwagi, by nie przemilczeć złego zachowania tetrarchy – ale z całą jasnością powiedzieć, że tak nie godzi się nikomu postępować, że nawet władca zobowiązany jest przestrzegać Boże prawo, zobowiązany jest do uszanowania świętości związku małżeńskiego. Jan Chrzciciel uczy nas takiej postawy zdecydowania w dawaniu świadectwa o Chrystusie, w dawaniu świadectwa o tym, co prawe i słuszne. Obyśmy tak potrafili być odważnymi obrońcami swej wiary wobec tych ludzi, których spotykamy w naszym codziennym życiu. A do tego potrzebna nam też jest na pewno Boża pomoc, bo nasze, czysto ludzkie siły, są słabe. Dlatego powinniśmy często się modlić o odwagę wiary, o odwagę świadczenia o wierze, o odwagę głoszenia prawdy zawsze i wszędzie. Niech św. Jan, odważny świadek, wstawia się za nami w tej intencji każdego dnia!

4 sierpnia 2017

Opublikowano w Słowo Życia Napisał

PIĄTEK SIEDEMNASTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO

Mt 13,54-58

Jezus, przyszedłszy do swego rodzinnego miasta, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali:
„Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc ma to wszystko?” I powątpiewali o Nim.
A Jezus rzekł do nich: „Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony”. I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa.

 

     „I powątpiewali o Nim.”
Ziomkowie Jezusa, mieszkańcy Nazaretu, nie potrafili uwierzyć w mesjańską godność Tego, którego znali jako Syna Józefa i Maryi; Tego, którego krewni mieszkali pośród nich; Tego, którego widzieli przez lata Jego dzieciństwa i młodości, Jego dorastania w ich miejscowości. Powątpiewali, nie chcieli przyjąć z wiarą prawdy o Nim. Na tle dzisiejszego tekstu warto postawić sobie pytanie o własną wiarę. Czy wierzymy w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, Zbawiciela świata? Czy z wiarą przyjmujemy prawdę o Jego godności? Czy z wiarą przyjmujemy słowa Jego nauki? Łatwo pada twierdząca odpowiedź na tak postawione pytanie. Jednak nasza pozytywna odpowiedź, nasza wiara musi być ciągle pogłębiana. Wiara, która jest przede wszystkim Bożym darem. Wiara, która się umacnia i owocuje, gdy staramy się współpracować z Bożą łaską. Prośmy więc o Boży dar wiary. Prośmy tak, jak to czynili współcześni Jezusowi, którzy do Niego się zwracali (jak czytamy w Ewangelii): „Wierzę, Panie. Zaradź memu niedowiarstwu!”. Z coraz większą serdecznością prośmy Boga o rozpalenie naszych serc wiarą i miłością dla Boga. Z coraz większym zaangażowaniem wypowiadajmy codziennie nasze wyznanie wiary, każdy akt wiary, każdą naszą modlitwę. Coraz bardziej starajmy się o to, by nasze życie było świadectwem naszej wiary, którą ustami wyznajemy.

3 sierpnia 2017

Opublikowano w Słowo Życia Napisał

CZWARTEK SIEDEMNASTEGO TYGODNIA ZWYKŁEGO

Mt 13,47-53

Jezus powiedział do tłumów:
„Podobne jest królestwo niebieskie do sieci zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Zrozumieliście to wszystko?”
Odpowiedzieli Mu: „Tak jest”.
A On rzekł do nich: „Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare”.
Gdy Jezus dokończył tych przypowieści, oddalił się stamtąd.

 

     „Podobne jest królestwo niebieskie do sieci zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju.”
Obraz zarzucanej sieci był na pewno obrazem łatwym do wyobrażenia dla tych spośród apostołów, którzy z zawodu i wcześniej wykonywanej pracy byli rybakami. Powołując ich Jezus im powiedział, że maja być „rybakami ludzi”. Dając świadectwo o Jezusie, głosząc Jego naukę, niosąc ją „aż po krańce ziemi” mieli za zadanie docierać do jak największej liczby osób, aby dać im szansę poznania słów i czynów Jezusa, poznania przede wszystkim tego, że On jest oczekiwanym Mesjaszem, Odkupicielem świata dzięki złożonej przez Siebie ofiary na Golgocie. To zadanie „zarzucania Bożej sieci” poprzez dawanie świadectwa o Dobrej Nowinie przejmowały kolejne pokolenia uczniów Jezusa, aż po współczesne czasy. Dziś my jesteśmy zobowiązani do tego, by uczestniczyć w misyjnym zadaniu Kościoła św. W szczególny sposób zadanie to realizują misjonarze: duchowni i świeccy, mężczyźni i kobiety, także ludzie wykonujący różne zawody i mający różnego typu wykształcenie – którzy pracują na terenach misyjnych czy też np. realizują tzw. misyjny wolontariat. Każdy z nas może to dzieło wesprzeć: przekazanymi środkami finansowymi, modlitwą w intencji misji i misjonarzy, ofiarowanie Bogu swoich cierpień w tej intencji... Nie zapominajmy o naszej odpowiedzialności za sprawy misji prowadzonych przez Kościół św.

CEM SpesMediaGroup

Top Desktop version