Łomża 103,6 fm | Ostrołęka 93,9 fm | Grajewo 93,8 fm

Felieton: Z nadzieją na koniec tygodnia (9)

Ramówka
Facebook
Twitter
Darowizna

Biskup i Oblubienica

Nominacja abpa Adriana Galbasa SAC na metropolitę warszawskiego zasadniczo spotkała się w mediach tylko z jedną uwagą krytyczną, a mianowicie, że po zaledwie kilkunastu miesiącach opuszcza on Kościół Katowicki, by przyjąć inne arcybiskupstwo. Dziennikarze poczęli więc przywoływać tradycję, według której pasterz jest duchowo „zaślubiony” ze swoją (archi)diecezją (czego znakiem pozostaje noszony na jego palcu pierścień), a zatem nie powinien się z nią niejako „rozwodzić”. Niektórzy sugerowali nawet, że w takim razie abp Galbas powinien teraz przynajmniej wytłumaczyć się przed Ludem Bożym, dlaczego nie odmówił papieżowi Franciszkowi tej doniosłej nominacji.

Sięgając po dokumenty pierwszego w ogóle soboru powszechnego w Kościele, tj. Soboru Nicejskiego I (325), znajdujemy kanon 15: „Zakazuje się biskupom, prezbiterom i diakonom przechodzić z jednego miasta do drugiego”. Znakomitą ilustrację stanowi w tym względzie życiorys św. Grzegorza z Nazjanzu (zm. 390), który najpierw został wyświęcony na biskupstwo w Sasimach (372, którego jednak faktycznie nie objął, bo pasterzował w Nazjanzie, gdzie do 374 roku biskupem był jego ojciec), a potem został patriarchą Konstantynopola (379). Nie trzeba wspominać, jak prestiżowy był to Kościół, do którego on sam zwracał się w swoich przemówieniach tak: „Obywatele wielkiego miasta, wy, którzy jesteście pierwsi zaraz po pierwszym mieście – Rzymie, albo nawet wcale mu nie ustępujecie” (Mowa 36,12). Na Soborze w Konstantynopolu (381) doszło jednak do ogromnych sporów teologicznych o Trójcę Świętą i w efekcie przeciwnicy Grzegorza przywołali obowiązujące prawodawstwo, by skutecznie skłonić go do dymisji. Grzegorz pożegnał się z Konstantynopolem, ale jakby nieprzekonany: „Niech nawrócą się ku prawdzie i ci, którzy mówią o mnie, że pragnąłem obcej pani, ja, który swojej własnej mieć nie chciałem” (Mowa 36,6).  Ta „własna pani” to nieobjęte biskupstwo w Sasimach, a „obca pani” to oczywiście Konstantynopol.

Z biegiem wieków zmieniało się ustawodawstwo prawne, ale w teologii pozostało przekonanie, że relacja biskupa wobec Kościoła ma charakter oblubieńczy. Z pewnością jednym z argumentów były słowa zaczerpnięte z biblijnych listów pasterskich, że „biskup powinien być bez zarzutu, mąż jednej żony” (1 Tm 3,2). Po ustabilizowaniu się w Kościele celibatu odczytywano je duchowo, zwłaszcza że obraz Ludu Bożego jako (niewiernej) oblubienicy, a Boga jako oblubieńca sięga już czasów Starego Testamentu. W Nowym Testamencie oblubieńcza pozostaje relacja Chrystusa (którego uosabia i naśladuje właśnie biskup) wobec Kościoła (por Ef 5,21-32). Dlatego też podczas święceń biskupich wręczany jest pierścień: „Przyjmij pierścień, znak wierności, i w doskonałości wiary i czystości życia strzeż Kościoła Świętego, Oblubienicy Chrystusa”. Św. Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej „Pastores gregis” (2003) wyjaśniał: „Te słowa, zawarte w Pontyfikale Rzymskim, zobowiązują biskupa (…) do odzwierciedlania w samym sobie dziewiczej miłości Chrystusa wobec wszystkich swoich wiernych” (n. 21).

Rzecz charakterystyczna, że bł. kard. Stefan Wyszyński (zm. 1981) był, jak wiadomo, jednocześnie arcybiskupem gnieźnieńskim i arcybiskupem warszawskim (tzw. unia personalna dwóch archidiecezji, obecnie zniesiona). Nic więc dziwnego, że w „Zapiskach więziennych” (a więc w okresie swojego uwięzienia przez władze komunistyczne) notował z głęboką pokorą: „Ci wszyscy, którzy zazdrościli mi tzw. kariery, już nie zazdroszczą, gdyż kariery zazwyczaj chodzą hiobowymi serpentynami. (…) Kariera w Kościele wymaga gotowości, by pójść z Chrystusem i na krzyż, i do więzienia. (…) Oblubienice moje – Gnieźnieńska i Warszawska –  odpoczną sobie od tak niefortunnego oblubieńca, który bardziej siebie miłował niż zaślubione przez Kościół. (…) Niech więc odpocznie sobie Sponsa Gnesnensis et Sponsa Varsaviensis, tak fatalnie zaślubione  słudze nieużytecznemu” (pod datą 26 stycznia 1954 roku).

Sam abp Galbas podjął pytania dziennikarzy i w „Radiu eM” (katowickim) „wytłumaczył się” niejako z przyjęcia przez siebie nowej nominacji: „Jeśli Kościół mi coś zleca, to mówię temu fiat. (…) Papież i Stolica Apostolska wiedzą, jak długo jestem w Katowicach, a mimo wszystko zdecydowano się na taki krok (…). Przyjmuję tę decyzję, widząc w niej nie tylko to ludzkie działanie, ale także działanie Pana Boga. (…) Pierścień dostałem pięć lat temu (….), nastąpiły wtedy moje (…) zaślubiny z Kościołem. Natomiast ten, który stoi na czele Kościoła, Papież, decyduje, w którym miejscu Kościoła ta konkretna więź oblubieńcza ma się wyrażać. (…) Takie mam poczucie, że żadnych ślubów nie łamię i swojej żony nie porzucam”.

A zatem według aktualnej wykładni teologiczno-prawnej podstawowe są zaślubiny biskupa z Kościołem powszechnym, a kulminują się one niejako zależnie w konkretnym Kościele partykularnym (w diecezji lub eparchii), gdzie ujawnia się jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół Chrystusowy. I taka ostatecznie musi być owa „kolejność uczuć” w biskupim sercu.

Z Bogiem!

(Hope)

Mail do Autora: hieronimkrystyn@wp.pl

Autor E. S.

2024-11-16

Więcej informacji z tej kategorii

Radio Nadzieja Odtwarzanie zatrzymane