Dążenie do monopolu i wyparcia konkurencji – to zarzuca środowisko łomżyńskich wodniaków MOSiR-owi w wystosowanym liście do władz miasta. Pojawiają się tam zarzuty o to, że Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji przez swoje działania „brutalnie uderza w lokalnych przedsiębiorców, którzy inwestowali swoje pieniądze w rozwój usług turystycznych i wodnych”.
Wodniaki wskazują między innymi na zakup łodzi elektrycznych przez MOSiR. Dyrektor Bernadeta Krynicka mówi, że to ośrodek dba o port więc chcą zwiększyć przychody, aby chociaż pokrywać straty.
– Mamy potencjał jako port. Proszę sobie wyobrazić, że jakiś prywatny przedsiębiorca wybudował sobie port i wpuścił wszystkich innych, żeby zarabiali, a on nie. To zakrawa na ironię. My o to dbamy. Ludzie, którzy tam siedzą i obsługują kasę muszą być tyle godzin i my za to płacimy. Chcemy poszerzać naszą ofertę, aby ten przychód był większy, aby pokrywać stratę – mówi dyrektor Krynicka.
Bernadeta Krynicka zastanawia się również o jakich przedsiębiorców chodzi wodnikom, bowiem w tej chwili nie działa w procie żaden łomżyński przedsiębiorca. Marcin Mieczkowski po objęciu mandatu radnego musiał się wycofać z prowadzenia tam biznesu, gdyż na to nie pozwalają przepisy.
– W tym momencie nie ma żadnego przedsiębiorcy z Łomży, który prowadziłby działalność w naszym porcie. Firma, która prowadzi działalność jest zarejestrowana w województwie mazowieckim. Jest zarzut, że ja niszczę łomżyńskich przedsiębiorców. To jest kłamstwo. Inni wodniacy to są głównie wędkarze, którzy cumują łodzie.
Cała rozmowa z Bernadetą Krynicką:









