Łomża 103,6 fm | Ostrołęka 93,9 fm | Grajewo 93,8 fm

Uchodźcy z Ukrainy: Wierzyliśmy, że wszystko skończy się dobrze. Że wojna nie wybuchnie

Ramówka
Facebook
Twitter
Darowizna

Od dwóch tygodni w Ośrodku Caritas Diecezji Łomżyńskiej przebywają osoby, które uciekły z Ukrainy przed wojną. Są to głównie kobiety i dzieci. Paula Gałązka rozmawiała z Oleną Miahka i Valentynem Pyliaievem, którzy opuścili swoje domy i zamieszkali w Łomży.

Witam. Przedstawcie się naszym słuchaczom.

Nazywam się Olena Miakha. Jestem z miejscowości Szczastia koło Ługańska.

Valentyn, jestem z Dniepra.

Czym się zajmowaliście przed wybuchem wojny?

Olena: Jestem nauczycielem języka angielskiego. Uczyłam w szkole. Zajęcia odbywały się online. Przywykliśmy do bombardowania. One nie dotyczyły naszego miasta, ale je słyszeliśmy. Byliśmy przekonani, że jesteśmy bezpieczni, że nasze miasto jest bezpieczne. Uczyłam moich uczniów na zoomie. Z czasem bomby stały się coraz głośniejsze, wtedy kazano nam siadać na podłodze z zeszytami na krzesłach i kontynuowaliśmy naukę. Nie myśleliśmy, że sytuacja może stać się tak poważna. Gdyby moi przyjaciele nie wyciągnęli mnie stamtąd w porę to bym nie mogła uciec. Naukę z uczniami skończyliśmy 25 lutego, ponieważ odłączono internet i elektryczność. Opuściłam moje miasto z książkami i zostawiłam je w Kijowie. Wzięłam tylko kilka zeszytów.

Valentyn: Ukończyłem uniwersytet. Studiowałem programowanie komputerowe ze specjalizacją w tworzeniu stron internetowych. W przyszłości chciałbym kontynuować naukę i podjąć drugi kierunek związany z tłumaczeniem. Myślę, że poradzę sobie z obiema profesjami.

Jak wyglądała wasza droga do Polski?

Olena :Przenieśliśmy się tutaj niespodziewanie. Wojna w Szczasti zaczęła się 23 lutego i wyjechaliśmy wieczorem 24-go. Nasi przyjaciele zaprosili nas do Lisaczańska. Po drodze widzieliśmy duże grupy żołnierzy i czołgi. Wtedy zdecydowaliśmy, że powinniśmy przenieść się jak najdalej stąd. Przyjaciółka zaprosiła nas do Kijowa. Zarezerwowała bilety i pojechaliśmy tam. 25 lutego byliśmy na stacji kolejowej w Kijowie. Byłam szczęśliwa, że jestem tak daleko od wojny. Ludzie na stacji radzili nam, żeby iść dalej. Pytaliśmy czemu, przecież Kijów jest bezpieczny. Kiedy jechałam do domu mojej przyjaciółki ludzie uciekali z ze swoich domów. Uciekali stamtąd, bo wojna się zaczęła. Więc w Kijowie spędziliśmy 2 dni i znowu wyruszyliśmy w drogę.

Jak długo podróżowałaś?

Olena: Około 3 dni.

Jak to przebiegało?

Olena: To było straszne. Mój syn ma 11 lat. Strasznie schudł, tak że mogłam czuć wszystkie jego kości ramienia. Bał się jeść, przestał jeść. Tylko pił. Powiedziano nam, że mamy iść z naszymi bagażami przez 40 kilometrów. Mój 11-letni syn musiał iść, ponieważ musieliśmy przeżyć. Baliśmy się jeść lub robić cokolwiek, po prostu szliśmy z naszymi bagażami przed siebie. Szliśmy do naszego celu, na granicę. Byliśmy szczęściarzami, że pokonaliśmy te 40 kilometrów na piechotę. Ponieważ ludzie, którzy poszli pierwsi musieli stać w kolejkach i byli tam czarnoskórzy, nie Ukraińcy a studenci z innych państw, którzy popychali dzieci, kobiety i niektórzy kładli się pod pociąg we Lwowie. Baliśmy się jechać pociągiem właśnie przez tych ludzi. Czekaliśmy cztery dni po to, aby ci ludzie się ruszyli. Potem na granicy ci ludzie w końcu zostali oddzieleni od nas i my byliśmy w kolejce dla kobiet z dziećmi, a druga kolejka była dla tych mężczyzn i była koordynowana przez policję, to pomogło nam przejść przez granicę. My byliśmy spokojni, a oni płakali i wszczynali bójki.

A ty Valentyn?

Valentyn: 24 lutego dowiedziałem się z mojego telefonu, że zaczęła się wojna i razem z mamą zdecydowaliśmy o wyprowadzce. Mamy dom poza miastem i tam spędziliśmy noc, ponieważ musieliśmy uzupełnić siły. Potem przenieśliśmy się do Lwowa i stąd do Polski. Część trasy pokonaliśmy taksówką, a ostatnie 30 kilometrów na piechotę. Byliśmy bardzo zmęczeni, ale dostaliśmy jedzenie od wolontariuszy z granicy. Byłem bardzo szczęśliwy, że jestem w Polsce i zdałem sobie sprawę, że tutaj jesteśmy pod opieką. Myślę, że to jest dobre miejsce dla nas.

Jesteś tutaj ze swoją mamą. Jak długo podróżowałeś?

Valentyn: Jak długo zajęło dotarcie tutaj? Żeby przekroczyć granicę czekaliśmy trzy dni.

Czy ktoś z waszych bliskich został w Ukrainie? Jesteście w kontakcie ze swoimi bliskimi? Czy może oni także uciekają do Polski?

Olena: Tak. Moi bliscy są w drodze. Wyjechali z Krematorska. Zajęło im cały jeden dzień, żeby złapać pociąg. Teraz już jadą do Łomży. Cieszymy się, że już jadą. To kuzyn mojego syna i jego mama. Inni nasi krewni chcieli by wyjechać, ale teraz są na terenie okupowanym przez przez Rosjan. Na razie nie są bombardowani, więc są trochę bezpieczni.

A u Ciebie, ktoś został w Ukrainie?

Valentyn: Nie. Nie mamy bliskich krewnych w Ukrainie, ale mamy przyjaciół. Nie wiem czy chcieliby wyjechać czy też nie. Wiem, że jeden ze znajomych jest już w Polsce.

A co z dziećmi? Co one wiedzą o sytuacji w kraju?

Olena: Ja byłam zaskoczona. Wszyscy w Szczasti oczekiwaliśmy pokoju. Oczekiwaliśmy, że będą negocjacje i wszystko będzie dobrze. Dawałam prywatne lekcje, byłam zaskoczona i przerażona, gdy zaczęły się bombardowania. Jedna z moich uczennic, Ewa, ma dziewięć lat. Przyszła na lekcje przed bombardowaniem. Była szczęśliwa, powiedziała że będzie dobrze, że nie będzie żadnej wojny więc kontynuujmy nasze lekcje. Uwierzyłam w jej słowa, bo była bardzo szczęśliwa, bardzo pewna. Nie wiem co się teraz z nią dzieje, wiem jednak że wszystkie dzieci, które uczyłam prywatnie wyjechały do innych bezpieczniejszych miast w Ukrainie, bliżej granicy z Polską i wszyscy moi uczniowie żyją. Dzieci nie chciały wojny i wierzyły, że negocjacje zakończą się dobrze.

Co dalej będzie się działo? Jest jakaś nadzieja dla was na szybki powrót do Ukrainy?

Olena: Dla mnie jest to niemożliwe, ponieważ w moim mieście nie ma ogrzewania. Jak już mówiłam, tam wojna zaczęła się 23 lutego i miasto zostało pozbawione ogrzewania. Szczastie zostało całkowicie zniszczone i byliśmy tam przez dwa dni bez ogrzewania, elektryczności, internetu. Nic nie było. Pojawiało się tylko na kilka godzin i znikało, więc korzystaliśmy póki mogliśmy. Teraz, jak mi wiadomo, nie ma tam ogrzewania i nie będzie go, więc ludzie, którzy tam zostali korzystają z własnego ogrzewania, jeśli je mają. Niektórzy mają gaz, aby gotować, a niektórzy elektryczność, więc teraz życie w moim mieście jest niemożliwe.

Chcecie w ogóle wrócić do domu?

Olena: Nie mogę w tej chwili odpowiedzieć na to pytanie. Mieszkałam w Ługańsku przed pierwszą wojną w 2014 roku. Przeprowadziliśmy się i zaczęliśmy nasze życie od nowa w Szczasti. Teraz nie chciałabym popełnić kolejnego błędu, bo byliśmy zbyt blisko granicy i Rosji i moje życie znowu zostało zniszczone. Więc w tej chwili, żeby nie popełniać tego samego błędu powinnam iść tak daleko jak mogę, zacząć nowe życie i nie zderzyć się z tym po raz kolejny. W tej chwili nie wiem.

A ty? Chcesz wrócić ze swoją rodziną do Ukrainy jeśli sytuacja będzie lepsza?

Valentyn: W zasadzie nie mamy planów, żeby wrócić, ale jeśli sytuacja ustabilizuje się, będzie lepsza może wrócimy. Mieliśmy swoje życie, swoje zajęcia, a teraz nie wiemy co robić tutaj.

Spędziliście już kilka dni w Polsce, w Łomży. Jak się tutaj czujecie?

Olena: Cieszymy się, że tutaj jesteśmy. Wszyscy nasi bliscy powiedzieli nam, że podjęliśmy dobrą decyzję. Gdy tu przyjechaliśmy po pierwsze mogliśmy normalnie spać. Nie byliśmy budzeni przez strach, nie spaliśmy na podłodze, więc po prostu poczuliśmy się bezpiecznie. Chciałabym rozpocząć pracę jak nauczyciel, a syn żeby poszedł do szkoły. Mam nadzieję, że będziemy żyć tutaj bardzo długo i będziemy pożyteczni dla tego kraju. Mam nadzieję, że tutaj wszystko będzie dobrze.

Valentyn: Czuję się bardzo dobrze w Polsce. Cieszę się, że przyjechałem tutaj. Czuję się wreszcie bezpieczny, bo wojna sprawiła że czułem się strasznie. Myślę, że Polska to bardzo dobry kraj i dużo robi dla ratowania ludzi, daje ciuchy i jedzenie dla tych, którzy przyjeżdżają z Ukrainy. Boże błogosław Polskę.

Chcesz coś dodać?

Olena: Tak, chciałabym docenić tych wszystkich ludzi których poznaliśmy odkąd przekroczyliśmy granicę. Odkąd przyszliśmy na granicę zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy bezpieczni. Wszyscy nam pomagają. Poznaliśmy takich ludzi jak Agnieszka i Łukasz, którzy są naszymi opiekunami. Czujemy się tutaj szczęśliwi, zaopiekowani. Chcielibyśmy im życzyć wszystkiego co najlepsze, wszystkim wierzącym i opiekującym się nami. Nie oczekiwaliśmy czegoś takiego.

Na koniec naszej rozmowy chciałabym się zapytać o Wasze marzenia. Ci chcecie teraz zrobić, osiągnąć?

Valentyn: W przyszłości chciałbym, jak już mówiłem, pracować jako programista i tłumacz. Wiem, że to nie będzie łatwe, ale postaram się pracować w obu zawodach.

Olena: Ja nie wiem. Chciałabym się po prostu ustatkować. Zrobić wszystko w odpowiedni sposób. Posłać syna do szkoły, iść do pracy. Nie martwić się o to, co się wydarzy, po prostu zacząć nowe życie. Jestem szczęściarą, bo pracowałam jako nauczyciela i tutaj myślę, że też mogę po prostu uczyć dzieci. Mam nadzieję, że to się uda.

Życzę wam, żeby wszystko się udało. Cieszymy się, że jesteście cali i zdrowi tutaj.

Olena: Dziękujemy za pomoc, którą otrzymujemy. Naprawdę wszyscy ludzie są mili. Zwłaszcza, kiedy przyjechaliśmy tutaj to przez pierwsze trzy dni ludzie przychodzili i dawali nam potrzebne rzeczy. Jedna z kobiet dała mi kosmetyki. „To jest do włosów, potrzebujesz tego. Weź”. Tak mówiła. To było naprawdę niesamowite. Poczuliśmy normalność.

Jak powiedziałam, dobrze słyszeć że czujecie się tutaj bezpiecznie. Dziękuję bardzo za wasz czas. Do widzenia.

Autor M. Sz.

2022-03-09

Więcej informacji z tej kategorii

Radio Nadzieja Odtwarzanie zatrzymane