ŁKS Łomża przegrał na wyjeździe z Broń Radom 3:0. Był to piąty z rzędu mecz łomżyńskiej drużyny bez wygranej w III lidze. Tym samym pojawia się coraz więcej doniesień o zmianie na stanowisku trenera. Mimo tej sytuacji obecny szkoleniowiec ŁKS-u, Hubert Błaszczak pozostaje optymistą i liczy na to, że ŁKS jeszcze będzie w tej rundzie „pozytywnym zaskoczeniem”.
Trener biało-czerwonych zaczął konferencję po meczową od słów, że był to mecz dwóch połów. W pierwszej, jego zdaniem, przeważał ŁKS. Pytanie tylko, co oznacza tę przewagę. Owszem, łomżyńska drużyna utrzymywała się dłużej przy piłce, ale samym posiadaniem meczów się nie wygrywa. ŁKS nie stworzył praktycznie żadnej sytuacji, a jedynie podawał piłkę bez większego efektu, nie tworząc przewagi i nie kreując sobie szans do strzelenia gola. Trener Radomia stwierdził, że zespół z Łomży grał w tych fragmentach boiska, w których jego zespół na to pozwalał.
ŁKS w całym meczu sytuacji miał jak na lekarstwo, w tym żadnej, o której można powiedzieć, że była stuprocentowa. Trener Błaszczak użył wyświechtanego już w piłkarskim słowniku stwierdzenia, że pierwsza bramka ustaliła wynik spotkania.
– Gdybyśmy to my objęli prowadzenie, to ta karta mogłaby się odwrócić, bo to Broń musiałaby się odkryć i ten mecz mógłby wyglądać podobnie, ale w drugą stronę. Efekty są takie, że to oni strzelili pierwszą bramkę i mogli grać ze spokojną głową mając wynik korzystny dla siebie, my natomiast musieliśmy gonić – mówił Hubert Błaszczak. Jakby to powiedzieć, tak wygląda piłka nożna.
Trener zwrócił uwagę na to, że o ile w drugiej połowie jego drużyna dochodziła do 30 metra, o tyle brakowało tam dośrodkowań, uderzeń, czy piłek penetrujących. Dodał, że było zbyt dużo błędów indywidualnych. Trudno się z tym nie zgodzić, szczególnie przy drugiej bramce kiedy to obrońca wybijał piłkę na tyle nieudolnie, że trafił nią w zawodnika Broni, ta się od niego odbiła i trafiła do siatki gości.
Zdaniem trenera Błaszczaka biorąc pod uwagę całokształt wydarzeń na boisku, to 3:0 jest zbyt dużym wymiarem kary.
Od dłuższego czasu mówi się o zmianie trenera w ŁKS-ie. Według informacji, które krążą w kuluarach, zarząd miał już kontaktować się z trenerami, ale żaden nie chciał objąć zespołu w trakcie rundy, a dopiero w przerwie zimowej. Być może dlatego Hubert Błaszczak wciąż jest trzymany na stanowisku, aby po rundzie mu podziękować. Sam trener pytany na konferencji o te doniesienia odpowiedział, że jest w stałym kontakcie z zarządem i uważa, że ten mecz nie miał decydować o jego przyszłości w klubie
– Oczywiście pewne konsekwencje związane z porażką na pewno są. Czy tak duże? Trzeba poczekać na decyzję ludzi, z którymi na ten moment współpracuję. Wiem tylko na co się umawialiśmy. Wiem, że oni podobnie jak ja, w dalszym ciągu wierzą, że to może drgnąć. Kwestia jest, żeby zawodnicy, którzy w danym momencie wychodzą na boisko, oprócz realizacji założeń i dobrego przygotowania fizycznego do meczu, bo dziś dobrze byliśmy do tego meczu przygotowani w porównaniu do meczu z Pelikanem Łowicz, nie popełniali błędów indywidualnych i żebyśmy byli w stanie być konkretni pod bramką przeciwnika.
I tych konkretów pod bramką przeciwnika brakuje przez całą rundę. ŁKS przez niemalże wszystkie spotkania długo wymienia piłkę na swojej połowie, podchodzi do 30 metra i bije głową w mur. Łomżyńska drużyna ma w tej chwili 4 najsłabszą ofensywę w lidze i 4 najsłabszą defensywę. Patrząc na to, że mankamenty w grze nie zostają poprawione, a gra wygląda tak samo słabo, jak nie jeszcze gorzej, to naprawdę ciężko jest wytłumaczyć optymizm trenera Błaszczaka, którego słowa po kolejnym przegranym meczu można podsumować zdaniem z kultowej sceny z filmu Chłopaki nie płaczą – „spokojnie, zaraz się rozkręci”.
– Wierzę w tych chłopaków, których mam w szatni i jeśli oni uwierzą przede wszystkim w siebie, bo to jest istotne, to wiem, że możemy być jeszcze w końcówce tej rundy zaskoczeniem dla wielu pozytywnym, ale warunek jest pierwszy, podstawowy, pierwsza wygrana, pierwszy mały krok, czyli najbliższy mecz z Concordią Elbląg. Mam nadzieję, że będzie dane mi prowadzić zespół i wyciągnąć go z kryzysu, bo po to jest trener.
Trener mówi, że wierzy w chłopaków, których ma w szatni. Skoro mowa o szatni, to również dochodzą do nas informacje, jakoby w samej drużynie atmosfera była nieciekawa i panowało tam wzajemne przerzucanie się winą.
Pytanie, co zrobi trener jeżeli mecz z Concordią zakończy się kolejną, 9 już porażką w tym sezonie? Czy dalej będzie optymistą, czy – jak gdzieś udało nam się zasłyszeć – poda się do dymisji. Początek meczu ŁKS-u z Concordią Elbląg w najbliższą sobotę o 13 na stadionie przy ulicy Zjazd.
fot. ŁKS Łomża

![Transmisja: Pożegnanie ks. kan. dr. Zdzisława Grzegorczyka [VIDEO]](https://radionadzieja.pl/wp-content/uploads/2026/07/grafika_26_07_2026-400x250.png)







