Łomża 103,6 fm | Ostrołęka 93,9 fm | Grajewo 93,8 fm

Wiara: Pożegnanie z Franciszkiem (4)

Ramówka
Facebook
Twitter
Darowizna

Pożegnanie z Franciszkiem (4)

Papież Franciszek sam dostarczył nam lekturę na dni żałoby po nim. To jego książka, której współautorem jest także dziennikarz Carlo Musso, zatytułowana oryginalnie „Spera. L`autobiografia” – „Miej nadzieję. Autobiografia”. Pierwotnie miała ukazać się po śmierci papieża Franciszka, ale on sam pod koniec ubiegłego roku zmienił decyzję. Carlo Musso wyjaśnia: „Jubileusz Nadziei i wymogi chwili skłoniły jednak papieża do wyrażenia już teraz zgody na upowszechnienie tej cennej spuścizny”. Pojawiła się ona na świecie w połowie stycznia br., a wersja polska, zatytułowana „Nadzieja. Autobiografia”, przed kilkoma dniami (Warszawa 2025; przekład z włoskiego Anny T. Kowalewskiej). Składa się z Wprowadzenia, Prologu, dwudziestu pięciu rozdziałów i Posłowia (do tego aneks zdjęciowy).

Półstronicowe wprowadzenie to niemal utwór poetycki: „Księga mojego życia to historia pielgrzymki nadziei”. Ta autobiografia jest „raczej torbą podróżną”. „Jako chrześcijanie wiemy, że nadzieja nigdy nie zawodzi i nie przynosi rozczarowania. Wszystko bowiem rodzi się po to, aby rozkwitać wieczną wiosną. Dlatego nasze wspomnienia pełne są Ciebie”.

Trzystronicowy prolog pozornie jest nie na temat. To historia zatonięcia statku „Principessa Mafalda”, który w 1927 roku płynął z Genui do Buenos Aires. Okazuje się, że na ten właśnie rejs mieli wykupione bilety dziadkowie papieża Franciszka i ich jedyny syn, jeszcze młodzieniec, Mario (czyli później ojciec papieża), szukający lepszego życia na drugim końcu świata. „Nie wyruszyli jednak w podróż na pokładzie tego parowca. Choć bardzo się starali, nie udało im się na czas sprzedać tego, co posiadali. Musieli więc przełożyć swój wyjazd do Argentyny. I dzięki temu właśnie teraz tu jestem. Nie możecie sobie nawet wyobrazić, jak bardzo jestem za to wdzięczny Bożej Opatrzności”.

Wreszcie rozdział pierwszy: teraz niejako wszystko się zaczyna. 1 lutego 1929 roku Giovanni (Jan) i jego żona Rosa (Róża) oraz syn Mario (Mariusz) wyruszyli do Buenos Aires i dwa tygodnie później zostali na miejscu zarejestrowani jako migranci. „Moi dziadkowie i mój ojciec mieli szczęście. Wyjechali do Buenos Aires na zaproszenie braci mojego dziadka, którzy mieszkali w Argentynie już od 1922 roku. Udało im się rozpocząć tam nowe życie”.

Rozdział drugi to opowieść o okrucieństwach wojen, czyli podstawowym kontekście życia przodków papieża Franciszka.

Rozdział trzeci dotyczy żywej religijności babci Rosy, mieszkającej w Turynie, a potem w Asti. „To jej zawdzięczam moją wiarę”. „Była największym autorytetem mojego dzieciństwa i moją prawdziwą opoką”

Rozdział czwarty odsłania sylwetkę matki papieża Franciszka, która urodziła się już w Argentynie w drugim pokoleniu włoskich emigrantów (Regina Maria Sivori). Rodzice po raz pierwszy zobaczyli się w salezjańskim Oratorium św. Antoniego w dzielnicy Almagro, w 1934 roku. Pobrali się 12 grudnia 1935 roku, w bazylice Matki Bożej Wspomożycielki i św. Karola Boromeusza w Buenos Aires. Rok później, 17 grudnia, urodził się ich pierwszy syn, Jorge Mario (Jerzy Mariusz). „Zostałem ochrzczony w bazylice wczesnym rankiem w Boże Narodzenie. Moim ojcem chrzestnym był dziadek ze strony matki, Francisco, a chrzestną – babka Rosa. Boże Narodzenie jest więc dla mnie zawsze podwójnym świętem, bo wtedy obchodzę także rocznicę chrztu świętego. To dzień moich narodzin w Kościele. To dzień, który wyznacza początek naszego życia na ziemi i życia wiecznego. To dzień, kiedy rodzimy się do wieczności”.

Rozdział piąty. Jorge Mario miał rodzeństwo, to Oscar Adrian (1938; zm. 1997), Marta Regina (1940; zm. 2007), Alberto Horacio (1942; zm. 2010) i Maria Elena (1948; żyje do dzisiaj); poprzednie dziecko zmarło w pierwszych tygodniach ciąży. „Stanowiliśmy zgraną grupę dzieciaków, ale z pewnością nie byliśmy aniołami”. „Miałem szczęśliwe dzieciństwo. Życie płynęło swoim rytmem. Zabawa, szkoła, nauka i lekcje religii”.

Rozdział szósty. Ojciec umiera po trzykrotnym ataku serca (pierwszy w trakcie oglądania na stadionie meczu drużyny San Lorenzo) w wieku 53 lat (1961), matka w wieku 69 lat (po wszczepieniu mitralnej protezy i zakrzepach; 1981).

Z rozdziału siódmego dowiadujemy się, że Jorge Mario lubił grać w piłkę („często stałem na bramce”), a w 1990 roku złożył Matce Bożej z Karmelu ślub, że nie będzie oglądał telewizji („na ekranie pojawiła się ponura scena”). Ale: „w kwestii piłkarzy San Lorenzo jestem dobrze poinformowany, jeden z gwardzistów szwajcarskich co tydzień zostawia na moim stole zestawienie wyników meczów i aktualną klasyfikację”.

Rozdział ósmy. Katolickie przedszkole, publiczna szkoła podstawowa i… miłość do muzyki klasycznej: „Chopin, którego tak bardzo lubiłem”. No i tango, które „potrafi nawet ciszę porwać do tańca”.

Rozdział dziewiąty, Jorge Mario chciał zostać lekarzem, ale ostatecznie wybrał sześcioletnie technikum chemiczne; ze wstydem wspomina, że pobił chłopaka: „Wyrzuty sumienia nie opuszczały mnie jednak długo”. Wspomniany chłopak został ewangelickim pastorem, obydwaj spotkali się w przyjaźni już jako duchowni.

I wreszcie rozdział dziesiąty: „W tamtym okresie ja również interesowałem się dziewczętami. (…) Nie byliśmy oficjalnie zaręczeni, wychodziliśmy razem ze wszystkimi, tańczyliśmy tango. Miałem siedemnaście lat. Czułem już jednak pewien niepokój związny z moim powołaniem do kapłaństwa”. CDN.

Z Bogiem!

(Hope)

Autor E. S.

2025-04-26

Więcej informacji z tej kategorii

Radio Nadzieja Odtwarzanie zatrzymane