13 kwietnia obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej. W kwietniu 1940 roku sowieckie NKWD zamordowało około 22 tysięcy polskich oficerów, a także przedstawicieli inteligencji i duchowieństwa.
– Ta zbrodnia na zawsze odcisnęła piętno na mnie i mojej rodzinie – mówiła na naszej antenie Danuta Komorowska, prezes łomżyńskiego oddziału Związku Sybiraków i wnuczka ofiary sowieckiej zbrodni.
– Taka zbrodnia, która odcisnęła piętno na wszystkich rodzinach, które miały oficerów, żołnierzy, wojskowych aresztowanych przez NKWD i więzionych. Gdy świat usłyszał o Zbrodni Katyńskiej o tym, że w lesie pod Katyniem odnaleziono zbiorowe groby polskich oficerów, każda rodzina, która miała kogoś aresztowanego, która miała jakiegoś jeńca, od razu myślała właśnie o swojej osobie, czy ona się nie znalazła – tłumaczyła Danuta Komorowska.
13 kwietnia 1943 roku Niemcy ogłosili światu odkrycie masowych grobów w Katyniu. Dla rodzin sowieckich jeńców stało się wtedy jasne, że ich bliscy nie żyją.
– Mój dziadek był oficerem Wojska Polskiego w 33. Pułku Piechoty. Został aresztowany i przez wiele lat był poszukiwany. Jak tylko moja rodzina, moja mama, która jeszcze była na Sybirze, została zesłana z tego właśnie względu, że dziadek był oficerem. Gdy ona się dowiedziała, od razu również myślała, że dziadek spoczywa w tych grobach – wspominała Danuta Komorowska.
Władze Związku Radzieckiego przyznały się do zbrodni na przedstawicielach polskiej elity dopiero 13 kwietnia 1990 roku. Wcześniej, przez dekady komunizmu, zbrodnia katyńska była, także w Polsce, tematem tabu.









