Dar dobrowolnej abstynencji świadectwem chrześcijańskiej miłości
Kochani, już w sobotę rozpocznie się sierpień, tradycyjnie przeżywany w naszej Ojczyźnie jako miesiąc abstynencji, a w niedzielę w kościołach zostanie odczytany Apel sierpniowy. Jego podstawowym celem jest zachęcenie wiernych do włączenia się w dzieło troski o trzeźwość narodu. Chodzi zwłaszcza o to, aby jak najwięcej Polaków podjęło decyzję o dobrowolnej abstynencji od alkoholu na czas sierpnia, a najlepiej na dłużej bądź też na całe życie. Ważne jest, aby to wezwanie usłyszeli ci, którzy mogą w sposób umiarkowany (rzadko i w bardzo małych ilościach) korzystać z alkoholu. W ich przypadku mówimy o dobrowolnej abstynencji, podejmowanej z motywów religijnych i patriotycznych. Jeśli chodzi o osoby uzależnione od alkoholu, to one muszą bezwzględnie przestrzegać abstynencji. To jest po prostu warunek konieczny, aby zejść z drogi prowadzącej do śmierci z powodu nadużywania alkoholu. Wiemy, że obowiązkowa abstynencja od alkoholu dotyczy także wielu innych grup, na przykład nieletnich czy kobiet w stanie błogosławionym i karmiących piersią.
Dzisiaj, kochani, pragnę podkreślić wielkie znaczenie dobrowolnego wyrzeczenia się alkoholu z motywów nadprzyrodzonych. Czasami ktoś pyta: dlaczego akurat ja mam zostać abstynentem, skoro nie mam problemów z alkoholem? Przecież wystarczy, że zachowuję trzeźwość. Założyciel Krucjaty Wyzwolenia Człowieka – sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki, tak tłumaczył sens decyzji o dobrowolnej abstynencji: „Chrystus stawia nam pytanie: czy miłujesz Mnie więcej, aniżeli ci? Jeżeli miłujesz więcej, to zrób coś więcej. Abstynencja nie jest twoim obowiązkiem (…), [ale] z miłości złóż ofiarę. Wyrzeknij się tego, co dla ciebie jest dozwolone. Złóż ofiarę!”. I dalej ten niestrudzony apostoł trzeźwości wyjaśniał, że w tej decyzji chodzi o podanie ręki „słabemu bratu”. Mówił: „Jest wśród nas mnóstwo słabych braci, alkoholików, potencjalnych alkoholików, tych których picie kończy się tragicznie. Mnóstwo słabych braci, którzy nie potrafią się sami oprzeć [pokusie], nie potrafią zrozumieć, jak można nie pić. Wszyscy oni czekają, żeby ktoś podał im rękę”. I tylko nowi ludzie, którzy potrafią ofiarnie kochać, których stać na wyrzeczenie i na podanie ręki bliźniemu, mogą „przynieść ratunek, wyzwolenie naszemu nieszczęśliwemu narodowi”.
Kochani, jakże piękne są świadectwa osób, które zdecydowały się na dobrowolną abstynencję od alkoholu włączając się właśnie do dzieła założonego przez sługę Bożego ks. Blachnickiego.
Anna, która należy do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka już 8 lat, pisze, że mierzyła się zawsze z problemem braku odwagi. Wolała wtopić się w tłum, aby być anonimową i zgadzać się z tym, co myślą i mówią inni. Kiedy wstąpiła do Krucjaty, wtedy zaczęły się docinki od znajomych, od najbliższych, w pracy. Anna przezwyciężyła lęk i nauczyła się mówić, co tak naprawdę jest dla niej wartością i dlaczego wybrała drogę abstynencji. Dalej pisze ona tak: „Krucjata Wyzwolenia Człowieka to dar z siebie przez modlitwę i dobrowolną abstynencję za ludzi zniewolonych, ale też dla mnie osobiście szkoła nowego życia, szkoła wyzwolenia ze strachu, szkoła walki z moimi wieloma zniewoleniami. Krucjata uświadomiła mi, że każdy człowiek ma wartość w oczach Boga i o każdego z nas toczy się walka. Dlaczego więc ja mam wstydzić się tego, że chcę być narzędziem w Jego ręku i pomagać w wyzwoleniu tych, którym ta pomoc jest potrzebna? Chcę, aby moje życie było świadectwem dla mojego otoczenia, że tak można, że to ma sens, że tak jest pięknie, że to wyzwala”.
W innym pouczającym świadectwie Albert pisze, że będąc nastolatkiem podpisał deklarację Krucjaty jako kandydat. Podpisał ją, chociaż było dla niego czymś oczywistym, że jako osoba niepełnoletnia i tak alkoholu nie będzie spożywał. Oto fragment jego świadectwa: „Już w wieku 16 lat coraz częściej myślałem o niepiciu w ogóle. Uważam, że alkohol w moim życiu jest kompletnie zbędny. Doszedłem również do wniosku, że nie przynosi on żadnych pozytywnych skutków (…). Krucjata nauczyła mnie spojrzenia pełnego miłości i zrozumienia osób, które nie mogą poradzić sobie z alkoholem. W tym bardzo pomogła mi świadomość, że i ja sam potrzebuję takiego spojrzenia, ponieważ również niedomagam w innych sferach życia. (…) jak Pan Bóg pozwoli, podpiszę w wieku 18 lat moje członkostwo [w Krucjacie] na całe życie. Chcę realizować moją abstynencję w duchu: nie piję, bo kocham!”
Niech te słowa, kochani, będą zachętą do złożenia tego jakże potrzebnego świadectwa chrześcijańskiej miłości, jaką jest dar dobrowolnej abstynencji od alkoholu.









