Nasza droga krzyżowa drogą wiary, nadziei i miłości
Na początku czerwca 1943 roku na jednej z ulic okupowanej Warszawy została aresztowana 20-letnia Elżbieta Krajewska. Ujęto ją, gdy rozrzucała ulotki. Najpierw przesłuchiwano ją w Komendzie Gestapo na Alei Szucha, później na Pawiaku. Poddawano ją nieludzkim torturom, które mężnie znosiła. Głęboka wiara i wytrwała modlitwa były dla niej oparciem w tych dramatycznych chwilach. Dała temu świadectwo pisząc w więzieniu na Pawiaku kawałkiem ołówka na bibułce niezwykłą Drogę Krzyżową. Posłuchajmy, co Elżbieta napisała rozważając stację XII, śmierć Pana Jezusa na krzyżu: „Pan Jezus umiera po trzech godzinach męczarni zbawiających świat. Przedtem przebacza swym katom, obiecuje Raj współwiszącemu łotrowi, żegna się z Matką i uczniem. Myśląc o tym będziemy kochali nie tylko rodzinę i przyjaciół, ale będziemy życzliwi niemiłym czy nieprzyjaznym współwięźniom, a nawet na wrogach mścić się nie będziemy, zostawiając sąd Bogu i wykonawcom jego woli (…). A Ty, Boże, racz błogosławić sprawie, dla której gotowi jesteśmy śmierć ponieść”. Drogę krzyżową ułożoną przez Elżbietę udało się przekazać poza mury więzienne i została ona konspiracyjnie wydrukowana. Jej autorka zmarła na tyfus w Oświęcimiu w styczniu 1944 roku. Świadkiem śmierci Elżbiety Krajewskiej była Zofia Kossak-Szczucka, która poświeciła jej kilka zdań w swoich wspomnieniach obozowych „Z otchłani”. Nazwała ją „Małą Świętą”, która zasnęła w Panu. Napisała też, że po jej śmierci stał się prawdziwy cud na rewirze. Po raz pierwszy z własnej woli blokowe nie wyrzuciły ciała za próg, ale zawinęły w prześcieradło i ułożyły na stołkach, jak na katafalku. Pod fałdami prześcieradła widać było wyniszczoną, ale niezwykle piękną, uśmiechniętą twarz młodej dziewczyny. Na ten widok nawet wrogowie ściszali głos.
Kochani, przypominam tę piękną postać, abyśmy kolejny raz uświadomili sobie, że nawet w największych cierpieniach, w najtrudniejszych chwilach próby, możemy czerpać siły z wiary, z modlitwy, z rozważania drogi, którą przeszedł Chrystus dla naszego zbawienia. Kiedy uczestniczymy w piątkowych nabożeństwach Drogi Krzyżowej, pamiętajmy o tych wszystkich, którzy cierpią z powodu toczących się wojen, różnych katastrof, ale także tych, którzy cierpią z powodu uzależnienia. Pamiętajmy o tak wielu rodzinach dotkniętych dramatem pijaństwa. O cierpiących współmałżonkach, dzieciach i innych ofiarach. Oni naprawdę potrzebują naszej modlitwy i wsparcia. Oni potrzebują naszego bezkompromisowego świadectwa chrześcijańskiego, trzeźwego życia.
W tegorocznym wydaniu „Apostoła Trzeźwości” w jednym z rozważań drogi krzyżowej możemy przeczytać wstrząsające świadectwo młodej dziewczyny. Pisze ona, że głęboko doświadczyła, co znaczy wzrastać w rodzinie, gdzie obydwoje rodzice są uzależnieni. „Rany zadane w dzieciństwie wciąż przygniatają swoim ciężarem. Nie da się do końca od nich uwolnić”. Alkoholizm rodziców pozbawił ją bardzo wcześnie radosnego, szczęśliwego dzieciństwa. Zanim przyszła na świat, jej rodzice już pili, więc w domu nigdy nie było dostatku. Nieraz brakowało nawet na chleb, ponieważ pieniądze były wydawane na alkohol i papierosy. Iwona była najstarszą z trójki rodzeństwa, dlatego czuła się odpowiedzialna za braci. Nieraz, by dać im coś do jedzenia, chodziła do sąsiadów prosić o pomoc. Kiedy dziewczynka miała 12 lat zmarł jej ojciec, a matka jeszcze więcej piła. Dzieci w końcu trafiły do placówki. Dopiero po latach Iwona zrozumiała, że była to dla niej jedyna szansa na zdobycie zawodu. Pisze dalej tak: „Byłam tak naprawdę sama na tym świecie, nie mogłam na nikim polegać, gdyż zawiedli mnie najbliżsi. Budowałam swoje życie licząc tylko na siebie, choć bardzo bałam się, że sobie nie poradzę. Nie wierzyłam w Boga, nie chodziłam do kościoła. Kiedy jednak poznałam braci i siostry zakonne z naszej parafii, dostrzegłam, że oni mają w sobie radość i miłość, której ja tak bardzo pragnęłam. Dzięki świadectwu ich życia odkryłam, że źródłem tego szczęścia jest Bóg. Rozpoczęłam drogę poznawania Jezusa i oddawania Mu swoich zranień i swojego życia. Doświadczałam, jak On powoli dotyka wszystkiego, bierze na siebie i uwalnia mnie od gniotącego ciężaru przeszłości”. I swoje świadectwo kończy prośbą: „módlcie się za mnie i za wszystkie dzieci, które niewinnie cierpią od swoich najbliższych, od tych, którzy powinni dać nam miłość, bezpieczeństwo, ciepło, dom. Módlcie się, aby wszystkie te dzieci miały dość siły i dość pomocy do tego, by przerwać łańcuch zła, którego źródłem jest alkohol”.
Spełnijmy tę prośbę i módlmy się wytrwale o trzeźwość w polskich rodzinach. Pamiętajmy o tej intencji zwłaszcza w tym świętym czasie Wielkiego Postu.
ks. bp Tadeusz Bronakowski









