85. rocznica zbrodni na żydowskich mieszkańcach Jedwabnego, jak co roku, wzbudziła spory i rozdrapała dawne rany. Oprócz oficjalnych obchodów z udziałem społeczności żydowskiej i najwyższych władz państwowych, do miasta przyjechali aktywiści z obu stron sceny politycznej, którzy inaczej patrzą na to, co wydarzyło się 10 lipca 1941 roku.
Poseł Konfederacji Korony Polskiej Roman Fritz wrócił do początków XXI wieku, gdy sprawa mordu w Jedwabnem stała się przedmiotem szerokiej publicznej debaty.
– Mówiono o 1600 ofiarach żydowskich. Potem się okazało, że jest ich mniej więcej dziesięć razy mniej. My dalej nie wiemy, ilu ich było. Nie wiemy, kto to był, nie wiemy w jaki sposób zginęli… Dlatego, że ekshumacje zostały natychmiast przerwane po tym, jak znaleziono łuski niemieckich pocisków z niemieckiej karabinów, więc to sugeruje oczywiście w jednoznaczny sposób inny charakter ich śmierci i innych sprawców. Nie można w ten sposób szafować dobrym imieniem Polski – ocenił parlamentarzysta.
Do Jedwabnego przyjechało kilkuset sympatyków prawicy z całej Polski, którzy domagają się wznowienia ekshumacji pomordowanych Żydów.
– Gdyby było tak, jak oni mówią, to w tym momencie pozwoliliby na ekshumację. A nie pozwalają, dlaczego? Bo odkryto łuski i nagle wstrzymano ekshumacje (…) Polak w tym czasie nie miał broni, to Niemiec to zrobił (…) Ja patrzę na to tak, że ciągle przykrywa się prawdę, a my chcemy, żeby dokonano ekshumacji i żebyśmy wiedzieli, co tam faktycznie się działo (…) Jeżeli my będziemy winni, to posypiemy głowę popiołem i to wszystko się zakończy (…) Jesteśmy tutaj po to, aby dać świadectwo prawdzie. Aby pokazać swoją obecnością, że nie zgadzamy się z narracją, która jest kłamliwa (…) Walczymy o prawdę, ekshumacje załatwiłyby tę sprawę (…) Domagamy się historycznej prawdy. Chcemy wiedzieć, to tutaj się wydarzyło. Przyjechałem tu jako Polak, który chce wiedzieć, co tutaj, w tej ziemi jest (…) Przyjechałem pokazać córce, gdzie jest prawda. Jeżeli będą ekshumacje, to wtedy poznamy tą prawdę – mówili nasi rozmówcy.
Inaczej na sprawę zbrodni w Jedwabnem patrzyli przedstawiciele niewielkiej grupy lewicowej, którzy przywieźli ze sobą symbole żydowskie oraz symbole LGBT.
– Jestem tutaj w celu wyrażenia solidarności z opresjonowanym narodem żydowskim. Wiedza historyczna jest jawna (…) Śledztwo IPN-u z 2000 roku wyraźnie mówi, że sprawstwo tej zbrodni było po stronie polskich sąsiadów. Nie uważam, że to była inspiracja. Zeznania świadków są sprzeczne, a wiedza historyczna jest prawda. 2-3 tygodnie po tym, jak Niemcy weszli na ten teren, polscy obywatele dokonali ogromnej zbrodni – przekonywali.
Według ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej, 10 lipca 1941 roku 340 żydowskich mieszkańców miasta zostało spalonych w stodole, a zbrodni mieli dokonać polscy mieszkańcy Jedwabnego, choć z niemieckiej inspiracji. Część polityków i aktywistów prawej strony politycznej kwestionuje jednak te ustalenia, domagając się ekshumacji wszystkich ofiar.



































