41 lat temu wprowadzono w Polsce stan wojenny. W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku tysiące działaczy antykomunistycznych zostało internowanych.
Jednym z nich był wówczas zaledwie 23 letni Robert Mamątow, dziś senator Prawa i Sprawiedliwości z Ostrołęki, który o swoich wspomnieniach z tego okresu mówił w Poranku Siódma9.
Robert Mamątow został aresztowany przez 5 funkcjonariuszy rano 13 grudnia, a nie tak jak jego koledzy o północy. – Ci smutni panowie nie mogli do mnie wejść, bo na moim podwórku w tym czasie biegały dwa psy i one im nie pozwalały wejść. Czekali do samego rana, gdy te psy uwiązała. Wtedy wbiegli w 5. Tłumaczyli żonie i mnie, że muszą mnie zabrać na komendę, bo jest jakaś sprawa do wyjaśnienia i na pewno wrócę. Niestety wróciłem dopiero w kwietniu – opowiadał senator.
Gość Poranka Siódma9 przyznał, że w momencie aresztowania myślał tylko o swojej rodzinie.
Senator mówił również o tym, że próbowano jego i innych działaczy antykomunistycznych złamać różnymi sposobami. – Wyprowadzili nas przed budynek komendy w Ostrołęce i stali z pistoletami, kałasznikowami. Jeden podszedł do mnie i tym pistoletem, kałasznikowem mocno mnie uderzył w żebra i pod ścianą krzyczał – koniec z wami.
W czasie stanu wojennego internowano 10 tysięcy osób, a dziesiątki tysięcy opozycjonistów związanych z „Solidarnością” trafiło do więzień.
Cała rozmowa z senatorem PiS, Robertem Mamątowem, którą przeprowadził Bartek Święciński:
fot. flickr.com









