Łomża 103,6 fm | Ostrołęka 93,9 fm | Grajewo 93,8 fm

Walka Dawida z Goliatem – o szczęście i wolność narodu

Ramówka
Facebook
Twitter
Instagram

PRL cechował swoisty paradoks: im gorzej działo się w państwie, tym szybciej wzrastała konsumpcja napojów alkoholowych, szczególnie wódki. A że głównie działo się źle, w ciągu całego okresu istnienia Polski Ludowej rejestrowane spożycie alkoholu wzrosło aż czterokrotnie. Nie dziwić może więc fakt, że głównym zadaniem Kościoła w tamtych czasach była troska, a nawet więcej – walka – o trzeźwość. Podejmował je odważnie i zdecydowanie sługa Boży kard. Stefan Wyszyński.

Jak obliczono, na podstawie dostępnych danych statystycznych, w roku 1980 obywatele naszego kraju wypili aż półtora miliarda butelek wódki. Wcześniej też nie było dobrze. Krzysztof Kosiński, autor „Historii pijaństwa w czasach PRL”, twierdzi, że w latach siedemdziesiątych Polacy bez wątpienia należeli do najbardziej pijanych narodów świata. Kilka razy w tygodniu regularnie upijało się pięć milionów mieszkańców naszego państwa! Bezspornym faktem jest, że taki stan ówczesne społeczeństwo zawdzięczało władzy, a decydowały o tym także względy natury ekonomicznej: przychody Państwowego Monopolu Spirytusowego stanowiły jedną z najważniejszych pozycji budżetowych komunistycznego państwa. W 1947 roku wpływy ze sprzedaży alkoholu sięgnęły około 13% wszystkich wpływów do budżetu, ale rok później wzrosły do 15%. Dalej było jeszcze lepiej: w połowie lat pięćdziesiątych wpływy ze sprzedaży alkoholu stanowiły około 11% budżetu, w 1960 roku – około 9%, w 1970 roku – około 11,5%, w 1975 roku – około 12,5%, by w 1980 roku przekroczyć 14%. Jak skrupulatnie obliczono przed wojną, w roku 1938 statystyczny mieszkaniec naszego kraju wypijał „zaledwie” 1,5 litra alkoholu (w przeliczeniu na czysty spirytus), natomiast w pierwszych latach powojennych wskaźnik ten wynosił 2,2 litra, by w roku 1956 wzrosnąć do 3,2 litra. Sytuacja pogarszała się w kolejnych dekadach: w 1965 roku „statystyczny” Polak wypił 4,1 litra czystego alkoholu, w 1970 roku – już 5,1 litra. Sprzyjał temu fakt, że wyroby alkoholowe były stosunkowo tanie: w latach pięćdziesiątych za przeciętną pensję można było nabyć 32 butelki wódki, a w latach siedemdziesiątych już 50. Nie przedstawiam tych informacji po to, aby wyłuskać z naszej historii to, co dziś możemy skwitować uśmiechem na twarzy, ale po to, abyśmy mogli sobie uświadomić, jak wiele robiono, aby uczynić alkohol tak powszednim produktem jak chleb. I jak w ciężkiej roli postawił się Kościół, który podjął walkę o trzeźwość polskiego społeczeństwa. Chyba nie przesadzę, gdy napiszę, że była to walka Dawida z Goliatem.

Zatroskany pasterz

Kardynał Stefan Wyszyński, którego beatyfikacji doczekamy się już za niecałe 4 miesiące, od dziecięcych lat był wychowywany w duchu życia abstynenckiego przez swojego ojca, który był głęboko wierzącym organistą. Pierwsze przyrzeczenie abstynenckie przyjął jako ministrant, a potem w dniu Pierwszej Komunii Świętej, w wieku 10 lat, złożył ślubowanie całkowitej abstynencji aż do pełnoletności (wtedy było to 21lat). Jednakże również później, w seminarium duchownym oraz w swej posłudze kapłańskiej i biskupiej, pozostał abstynentem. Jego poglądy na temat trzeźwości w miarę dostrzegania problemu pijaństwa w Polsce się zmieniały. Najpierw był zwolennikiem umiarkowania i względnej wstrzemięźliwości w spożywaniu napojów alkoholowych, a w latach powojennych, gdy propaganda komunistyczna stała się oczywistą bronią przeciwko narodowi polskiemu, Stefan Wyszyński zaczął wzywać Polaków do całkowitej abstynencji. Swoją „kontrrewolucję” rozpoczął od kapłanów. Często, spotykając się z nimi, ukazywał im wzór kapłana-abstynenta, a także zabraniał spożywania alkoholu podczas odpustów, na zjazdach duchowieństwa czy prymicjach, zaś na prywatnych przyjęciach zachęcał, by nie podawano alkoholu. Jako prymas Polski pisał listy pasterskie o tej tematyce, zachęcał do zakładania bractw wstrzemięźliwości, ruchów abstynenckich oraz prowadzenia parafialnych ksiąg trzeźwości, w których wpisywani byli wszyscy parafianie podejmujący się abstynencji alkoholowej. Dawał konkretne wskazówki duszpasterskie dla parafii, opierając działalność trzeźwościową o polską pobożność maryjną. Organizował rekolekcje trzeźwościowe, adwentowe i wielkopostne akcje trzeźwości, a także nabożeństwa ekspiacyjne, bowiem uważał, że jednym z głównych zadań ruchu abstynenckiego jest zadośćuczynienie Bogu za grzechy pijaństwa. W 1959 roku, w wytycznych dla Kościelnej Akcji Trzeźwości, napisał: „Duszpasterze – będąc daleko od wszelkiej niezdrowej przesady w motywowaniu konieczności abstynencji względami moralnymi i zdrowotnymi, oraz zachowując pełny szacunek wobec tych, którzy w sposób umiarkowany i godny używają czasami napojów alkoholowych – niechaj zdecydowanie zachęcają wiernych do składania dobrowolnej ofiary całkowitej abstynencji od alkoholu na pewien okres lub na całe życie w nadprzyrodzonym duchu ekspiacji za grzechy pijaństwa, z miłości ku bliźnim (…)”.

NIE narodowym wadom

Prymas mocno nawoływał do podjęcia osobistej walki o przezwyciężanie swoich wad oraz wad narodowych, z których największą było przywiązanie do alkoholu. W liście pasterskim Episkopatu Polski z 1964 roku pisał: „Z łaską Jezusa Chrystusa, wyproszoną przez Maryję, mamy prowadzić walkę z wadami narodowymi, na osobistym odcinku. Jest to przede wszystkim zwycięstwo nad sobą, ponieważ w każdym z nas istnieją wady lub skłonności do wad. Walka z nimi musi być podjęta osobiście i nieustępliwie. Widząc odrażające przykłady pleniącego się zła i jego skutki, tym uważniej będziemy tropić je w sobie i mężniej wyniszczać, aby nasze wady osobiste nie powiększały jeszcze klęsk i nieszczęść narodowych”. Stefan Wyszyński również przypominał wiernym: „Pamiętajcie, że człowiek pełen ducha Bożego, prawdziwie mocny, jest wolny od nałogów i zbędnych przyzwyczajeń”. I dalej: „Nieumiarkowanie i uleganie złym popędom jest cechą ludzi zapominających o swoim związku z Bogiem, nie mających nadziei na zmartwychwstanie”. W 1977 roku, w liście pasterskim na IV niedzielę Wielkiego Postu, Episkopat Polski pisał zdecydowanie: „(…) w pewnym sensie wszyscy ponosimy odpowiedzialność za szerzenie się klęski pijaństwa. Jedni – przez to, że piją za dużo i rozpijają się, drudzy – przez swą obojętność wobec szerzącego się zła, gdy mówią: «To nie moja sprawa, ja się nie upijam». Inni – przez tchórzostwo i uleganie złej modzie podawania napojów alkoholowych podczas każdego przyjęcia; jeszcze inni – przez fałszywie pojętą gościnność, namawianie i przymuszanie drugich do picia i przyzwyczajanie młodzieży i dzieci”.

Rodzina szkołą wychowania

Według prymasa Polski, głównymi przyczynami alkoholizmu były wadliwe wychowanie oraz towarzyskie zwyczaje picia, dlatego często apel swój zwracał do rodzin i ojców, którzy – jako głowy rodziny – są odpowiedzialni za wszystkich członków. Uważał, że rodzice powinni pouczać dzieci o praktykowaniu trzeźwości i abstynencji jako cnoty chrześcijańskiej, sami dając przykład całkowitej abstynencji. Mówił m.in.: „(…) chcecie, aby Wasze dzieci w przyszłości nie nadużywały alkoholu, musicie dawać im dobry przykład. Z miłości do swoich dzieci, przestańcie pić! A już niech Was Bóg broni, abyście częstowali napojami alkoholowymi gości, przybyłych do Waszego domu z okazji Pierwszej Komunii Świętej dziecka. Zaprowadźcie w Waszym domu nowy obyczaj. W Święta Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy, po Chrzcie i po Pierwszej Komunii Świętej dzieci, czy też z okazji zawarcia sakramentu małżeństwa – niech nie będzie w Waszym domu picia alkoholu”. Nowożeńcy, którzy zdecydowali się na weselne przyjęcie bezalkoholowe, mieli otrzymać specjalne błogosławieństwo od swojego ordynariusza diecezjalnego. Dzięki nawoływaniom kard. Wyszyńskiego i na podstawie Jasnogórskich Ślubów Narodu i Wielkiej Nowenny, sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki opracował Krucjatę Wstrzemięźliwości, która w swoich szeregach skupia tylko całkowitych abstynentów. Ideą przewodnią tego ruchu było zwalczanie zwyczaju picia oraz wynagradzanie Panu Bogu za grzechy pijaństwa i popełniane pod wpływem alkoholu. Ksiądz Blachnicki, który był założycielem Ruchu Światło-Życie, mocno nawoływał do stworzenia nowej kultury, która przeciwstawi się kulturze konsumpcyjnej. Tak pisał o tej inicjatywie: „Jest rzeczą niesłychanie ważną i pilną głoszenie nowej kultury, właśnie nowej, kultury, która stawia na człowieka, na jego godność.”

Czy coś z tych słów straciło na aktualności? Myślę, że nie. To pokazuje, jak wiele jeszcze przed nami, aby marzenie Prymasa Tysiąclecia się spełniło – by naród trzeźwy, wolny od uzależnień, był narodem szczęśliwym.

Marcin Szczepański

[related limit=”5″]

Hits: 0

Autor J. E.

2020-03-06

Więcej informacji z tej kategorii