Łomża 103,6 fm | Ostrołęka 93,9 fm | Grajewo 93,8 fm

Wiara: „Habemus Papam”, czyli wieczny ślad w sercach polek i polaków.

Ramówka
Facebook
Twitter
Darowizna

Są w historii momenty, które zatrzymują czas. Dni, kiedy codzienność pęka pod wpływem niezwykłego wydarzenia, a łzy radości mieszają się z niedowierzaniem i nieopisana nadzieją. Dla milionów Polaków takim momentem był 16 października 1978 roku. Rocznica wyboru kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową to nie tylko data w kalendarzu – to żywa pamiątka pokoleniowego wzruszenia, które do dziś jednoczy ludzkie serca.

Dzień, w którym stanął świat: Płacz w trolejbusie i telewizyjny szok

Większość z nas pamięta dokładnie, gdzie była i co robiła w tamten październikowy poniedziałek. Wiadomość o wyborze Polaka na papieża spływała do serc w czasach, gdy prasa i telewizja znajdowały się pod ścisłą kontrolą władz, a mimo to iskra nadziei natychmiast rozpaliła całą Polskę.
Ks. dr Jan Sołowianiuk – wówczas młody kapłan i doktorant pracujący w seminarium – jechał tamtego dnia do Lublina na seminarium z liturgiki. Niezwykłą wieść usłyszał w niespodziewanych okolicznościach:

„Dowiedziałem się w trolejbusie, kiedy wybrano papieża, kierowca ogłosił publicznie, że Polak został papieżem. No wtedy w autobusie, w tym trolejbusie, ogromny zachwyt, ale jednocześnie wszyscy płakali. Przyjechałem na uniwersytet – pierwsze wiadomości. Wiadomo, ten reporter był w takim wojskowym ubraniu i pierwsze zdanie jego: że papieżem został Polak… i się rozpłakał. To był komunista. Pamiętam go dobrze, kiedy wypowiadał się bardzo negatywnie na temat Kościoła, na temat spraw Bożych – wtedy rzeczywiście rozpłakał się i nie mógł skończyć tego.”

 

 

Wiadomość przełamała nawet te bariery, które wydawały się nie do pokonania. Jedna z mieszkanek, dzieląc się swoimi wspomnieniami, podkreśla, jak ogromnym przeżyciem był ten moment dla jej rodziny, gdy rozpoczynała akurat nowy etap życia i studia prawnicze w Białymstoku:
„Dla nas to było takie bardzo, bardzo pozytywne zaskoczenie (…) O fakcie wyboru Ojca Świętego, Karola Wojtyły, dowiedziałam się z telewizji, mimo że to była telewizja taka mocno niepromująca wyznania katolickiego, ale niemniej jednak musiała to ogłosić. To było takie poruszające dla nas, dla naszej rodziny i dla całego otoczenia… Szczęście, szczęście i jeszcze raz szczęście.”

 

To duchowe połączenie nie wygasło wraz z upływem lat. Jak dodaje z czułością rozmówczyni:
„Mój mąż od niepamiętnego czasu zawsze kupuje co roku kalendarz z wizerunkiem Ojca Świętego Jana Pawła II. Mówi, że to jest jego uczuciowe, duchowe połączenie z Ojcem Świętym, który nie rozstaje się nigdy.”

Niebiańska bliskość w Łomży: „Ale żeście się napracowali!”

Choć wybór Jana Pawła II przeniósł polskie serca do Rzymu, to po latach papież sam przybył do swoich wiernych. Jednym z najpiękniejszych rozdziałów tej historii pozostaje wizyta Ojca Świętego w Łomży w czerwcowe dni 1991 roku. Dla ks. Jana Sołowianiuka, który pełnił wówczas funkcję ceremoniarza i odpowiadał za przebieg całej uroczystości, było to doświadczenie dotknięcia świętości w wymiarze niezwykle osobistym i pełnym ciepła.
Ks. Sołowianiuk przygotowywał nie tylko oprawę liturgiczną, ale i koordynował setki osób: 100 kapłanów do rozdawania Komunii Świętej, setkę wiernych z całej diecezji wyznaczonych do przyjęcia Najświętszego Sakramentu z rąk samego Papieża, a także wielki, sześciotysięczny chór połączonych schól i organistów.
W gwarnym, pełnym emocji dniu doszło do chwili niesamowitej ludzkiej bliskości i humoru, z którego słynął Jan Paweł II:

„Stałem tusz obok ołtarza, kiedy Ojciec Święty celebrował. Kiedy dokonywała się koronacja, zrobiłem wprowadzenie, Ojciec Święty podszedł do obrazu, a tuż obok mnie mrugnął do mnie i mówi: »Ale żeście się napracowali!« No to był zachwyt…”

 

 

Inne poruszające wydarzenie rozegrało się już w skromnych murach zakrystii w kościele Miłosierdzia Bożego, w miejscu nieskończonym, gdzie wciąż stały rusztowania. Wówczas ówczesny proboszcz, ks. Ambroziak, poprosił Ojca Świętego o błogosławieństwo dla budującej się świątyni. Papież, popatrzywszy na surowe ściany i rusztowania, spoglądnął z właściwym sobie uśmiechem i rzekł:

„Pewnie, nie przeszkadzają rusztowania” – po czym odmówił cichą, głęboką modlitwę, pozostawiając niewidzialny, lecz trwały ślad błogosławieństwa dla wszystkich przyszłych pokoleń.

 

 

Ks. Sołowianiuk ze wzruszeniem wspomina moment wjazdu Papieża na plac celebracyjny:
„Gdy lądował przy Szkole nr 9 i jechał papamobile alejką do ołtarza, nie dało się śpiewać ani mówić – taki był zachwyt i krzyk radości z obecności Papieża wśród nas.”

 

Żywy testament – żywy ogień

Dziś, gdy analizujemy tamte dni, powracają pytania o to, co pozostało w nas z tamtych uniesień. Obserwujemy próby podważania autorytetu Świętego Jana Pawła II, ale słowa świadków tamtych wydarzeń przypominają nam, jak potężne fundamenty wniósł On w nasze życie.
Jan Paweł II nie był postacią z pomnika. Był człowiekiem, który potrafił mrugnąć do zmęczonego księdza, zatrzymać się przy łzach wzruszenia łomżyńskiego ludu i dostrzec piękno Kościoła nawet w niewykończonej, prostej sali z rusztowaniami.
Rocznica Jego wyboru to nie tylko rocznica historyczna – to zaproszenie do rachunku sumienia. Przez pamięć o łzach w trolejbusach, o drżącym głosie dziennikarzy i powszechnym zjednoczeniu serc, zadajmy sobie pytanie: Czy potrafimy jeszcze patrzeć na drugiego człowieka z tą samą miłością, humorem i niezłomną nadzieją, której uczył nas Karol Wojtyła?
Światło, które zapaliło się 16 października 1978 roku, wciąż płonie – w naszych wspomnieniach, modlitwach i w każdym prostym geście ludzkiej życzliwości.

Fot. Getty Images/Vittoriano Rastelli/CORBIS

Autor L.B.

2026-10-16

Więcej informacji z tej kategorii

Radio Nadzieja Odtwarzanie zatrzymane