Łomża 103,6 fm | Ostrołęka 93,9 fm | Grajewo 93,8 fm

Wiara: Rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego br. Kaliksta Kłoczki

Ramówka
Facebook
Twitter
Darowizna

29 kwietnia 2023 r. rozpocznie się diecezjalny etap procesu beatyfikacyjnego br. Kaliksta Kłoczki, który rok temu ogłoszony został sługą Bożym. Uroczystość rozpocznie się Mszą św. w kościele braci kapucynów na lubelskiej Poczekajce, której przewodniczył będzie abp Stanisław Budzik. Wprowadzenie do otwarcia procesu wygłosi o prof. Andrzej Derdziuk, polski postulator procesu beatyfikacyjnego br. Kaliksta.

Kim był ów sługa Boży, który już wkrótce zostanie ogłoszony błogosławionym? Zmarły w opinii świętości br. Kalikst Kłoczko (1930–2013) spędził 61 lat we franciszkańskim Zakonie Braci Mniejszych Kapucynów i przez cały ten czas zajmował się stolarstwem, jednocześnie oddając się modlitwie i pomocy potrzebującym.

Mówił, że praca, której nie towarzyszy modlitwa, jest niewiele warta, i że nigdy nie powinno się żałować czasu na spotkanie z Bogiem. Wiele osób zauważało jego podobieństwo do świętego Józefa. On jednak kwitował to słowami: „jestem zwykłym skrobidechą”. To pokorny, skromny, życzliwy dla ludzi kapucyn z lubelskiej Poczekajki, którego życiowe motto brzmiało: „Kochać Boga w bliźnich”.

HISTORIA POWOŁANIA

Podobnie jak bł. ks. Jerzy Popiełuszko, br. Kalikst Kłoczko pochodził z Podlasia, z parafii w Suchowoli. Marian, bo takie imię otrzymał przy chrzcie świętym, był jednym z dziewięciorga dzieci Wincentego i Moniki Kłoczko. Wychowywał się w domu, w którym panowała atmosfera bliskiej relacji z Bogiem oraz Maryją. – Często wspominał swoją mamę, która codziennie podczas porannych obowiązków śpiewała Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP. Opowiadał też, że kiedy miał sześć lat, matka zapomniała zabrać go z… kościoła. Wracając od Komunii św., Monika Kłoczko, przejęta, że ma w sercu Jezusa, siadła w innym miejscu. Gdy skończyła się Msza św., nie zastanawiając się, wyszła ze świątyni i poszła do domu. Dopiero tam uświadomiła sobie, że nie ma z nią syna. Padła na kolana, prosząc Matkę Bożą: „Maryjo, która zgubiłaś swego Syna w świątyni jerozolimskiej, pomóż mi odnaleźć mego Maniusia, którego zgubiłam w kościele w Dąbrowie”. Chłopczyk znalazł się cały i zdrowy – mówi o. prof. Andrzej Derdziuk OFMCap, polski postulator procesu beatyfikacyjnego, współbrat i autor wielu publikacji o br. Kalikście, m.in. rozdziału pt. „Pokorny stolarz” w książce „Dojrzały owoc”.

Kilkoro z rodzeństwa małego Mariana zmarło w wieku dziecięcym. Gdy i on w wieku 12 lat ciężko zachorował na dur brzuszny, matka zaniosła go do parafialnego kościoła i powiedziała Matce Bożej: „Jeśli wyzdrowieje, jest Twój”. Tak też się stało. Chłopiec wyszedł z ciężkiej choroby. Wraz z rodzicami uznał, że jego życie należy do Jezusa i Jego Matki.

Postanowił realizować swoje powołanie we franciszkańskim Zakonie Braci Mniejszych Kapucynów.  W kwestionariuszu dla kandydatów do zgromadzenia na pytanie, dlaczego pragnie wstąpić do zakonu, odpowiedział: „by jak najlepiej czcić Maryję”. W sierpniu 1952 r. został przyjęty do nowicjatu kapucyńskiego w Nowym Mieście nad Pilicą. Podczas obłóczyn, po rocznej próbie, przyjął imię Kalikst, składając śluby posłuszeństwa, ubóstwa i czystości.

UTALENTOWANY STOLARZ

W klasztorze szybko odkryto jego talent stolarski. Był człowiekiem, który zadziwiał swoimi rozwiązaniami konstrukcyjnymi wielu inżynierów. Jedną z jego pierwszych prac była nastawa ołtarzowa do kościoła kapucynów świętych Piotra i Pawła w Serpelicach nad Bugiem. W Warszawie wykonał kruchtę (drewniany przedsionek – przyp. red.) do miejscowego, zakonnego kościoła. W latach sześćdziesiątych budował stropy nowych kapucyńskich klasztorów. Jego pierwszym takim dziełem był strop kościoła w Krynicy Morskiej, a kolejnym – w Lubartowie.

Br. Kalikst posiadał zmysł konstruktorski, wykonywał urządzenia, które łączyły prostotę ich budowy z ogromną funkcjonalnością. Potrafił robić piękne i doskonałe rzeczy, był oddany swojej pracy stolarskiej, ale nade wszystko zawsze znajdował czas na modlitwę. Pokazywał swą postawą, że jeśli Bóg jest postawiony na pierwszym miejscu, to wszystkie inne sprawy mają swoje odpowiednie usytuowanie, które czyni je owocnymi. Cechowało go szczególne nabożeństwo do św. ojca Pio z Pietrelciny. Pewnej nocy w Zakroczymiu, modląc się do niego, odczuł jego obecność, potwierdzoną charakterystycznym zapachem fiołków. Skromny br. Kalikst tak wspominał ten moment: „Tak się z jednej strony ucieszyłem, a z drugiej strony zawstydziłem. Ojcze Pio, czemu ja cię niepokoję, przecież muszę sobie sam poradzić”.

„POD SUFITEM NIEBA”

Gdy w 1979 r. rozpoczęła się budowa nowego kościoła kapucyńskiego w Lublinie na Poczekajce, przełożeni skierowali tam br. Kaliksta. Tu pozostał już do końca życia. – Do zadań br. Kaliksta należało przygotowywanie szalunków pod ogromne fundamenty budowanego kościoła oraz zorganizowanie rusztowań dla wznoszonych murów świątyni. Jednym z największych wyzwań było zbudowanie ogromnego sufitu z modrzewia syberyjskiego w kościele, który wznosił się na wysokości 26 metrów nad poziomem posadzki –  pisze o. prof. Andrzej Derdziuk, autor książki „Pod sufitem nieba”. Skąd taki tytuł? Ponieważ sufit na Poczekajce został wykonany właśnie przez br. Kaliksta. – Sufit na Poczekajce jest wspaniałym dziełem, które swoją konstrukcją zdaje się nie ograniczać spojrzenia, zamykając go we wnętrzu świątyni, ale wręcz otwierać go na niebo, do którego przez całe życie zmierzał jego lubelski twórca z kapucyńskiej stolarni – dodaje o. Derdziuk, który jest postulatorem procesu beatyfikacyjnego br. Kaliksta i mieszkał z nim w jednym klasztorze przez 20 lat.

SKROMNY I POMOCNY

Br. Kalikst był człowiekiem bardzo inteligentnym i przenikliwym w swoim myśleniu. Cechowała go ogromna skromność i prostota. Zakonny współbrat i jednocześnie biograf tak wspomina br. Kaliksta: „nie osądzał i nie obmawiał, a kiedy przychodziło mu oceniać niewłaściwe zachowania innych, robił to z powściągliwością i życzliwością, nie zaniedbując prawdy, którą należało ukazać z całą mocą”.

Kiedy br. Kalikst nie wiedział, jak wykonać stolarskie zlecenie, przyznawał się do tego, mówiąc, że musi się zastanowić. Następnego dnia zjawiał się z gotowym pomysłem. Gdy jego współpracownicy pytali zdziwieni: „Bracie, jak to, przecież wczoraj twierdziłeś, że nie wiesz, jak to zrobić?”, odpowiadał: „Matka Boża i św. Józef mi powiedzieli”.

Przez kilkadziesiąt lat życia w lubelskim klasztorze br. Kalikst był jednocześnie bardzo oddany ludziom, w szczególności tym najbardziej potrzebującym. Wykonywał prace montażowe i budowlane w mieszkaniach prywatnych, u najuboższych, których nie było stać na jakąkolwiek zapłatę. Na pytanie, skąd wiedział, że istnieje taka potrzeba, odpowiadał, że wie to od Anioła Stróża. Przychodzili do niego też ludzie, którzy prosili o radę i pociechę. Otrzymywali proste, głębokie i trafne przemyślenia, które trafiały w sedno problemu – mówi o. Andrzej Derdziuk.

Wielu mówiło o br. Kalikście: „Wypisz, wymaluj św. Józef”. Przypominał on świętego nie tylko posturą czy profesją, ale też opiekuńczością, życzliwością, pokorą i skromnością. Zawsze starał się dostrzec dobro w drugim człowieku, a nade wszystko potrafił słuchać. W kapucyńskim ogrodzie br. Kalikst miał swoją pracownię stolarską, nazywaną przez wszystkich „Kalikstówką”. To tam przychodzili ludzie, którzy potrzebowali jego rady, spokoju i nadziei, że Bóg wszystko prowadzi. Br. Kalikst pracował nie tylko przy kościele. Na prośbę ludzi wykonywał też szafki, stołki, wieszaki, stoły, wycyklinował hektary podłóg, a wszystko to za darmo.

PRZEJAWY ŚWIĘTOŚCI

Już za życia br. Kalikst był uważany za świętego. Kiedy przebywał w szpitalu, był tłumnie odwiedzany przez ludzi. Kiedyś do jednego ze współbraci powiedział: „Niektórzy pacjenci myślą, że jestem kimś ważnym, bo tyle ludzi przychodzi, a ja jestem zwykłym skrobidechą”. Br. Kalikst Kłoczko zmarł po ciężkiej chorobie 6 kwietnia 2013 r. w wigilię Święta Bożego Miłosierdzia. Został pochowany w kapucyńskiej kwaterze cmentarza przy ul. Lipowej w Lublinie. Podczas jego pogrzebu wypowiedziano wiele świadectw, świadczących o przekonaniu uczestników, że żegnają człowieka, który w stopniu heroicznym praktykował cnoty życia chrześcijańskiego. Wydrukowany został okolicznościowy obrazek z podobizną br. Kaliksta, który wiele osób traktuje jako pamiątkę i relikwię po zmarłym. Na jego grobie codziennie pojawiają się znicze i bukiety świeżych kwiatów. Inną formą upamiętnienia zakonnika było zamieszczenie jego podobizny w bocznym ołtarzu na Poczekajce.

Mówi się, że br. Kalikst po śmierci wyprasza łaski dla wiernych modlących się za jego wstawiennictwem. – Br. Kalikst był człowiekiem, któremu już za życia ludzie wiele zawdzięczali, a po śmierci proszą za jego wstawiennictwem o potrzebne łaski, i je otrzymują – mówi o. Andrzej Derdziuk i dodaje, że coraz częściej napływają do niego nowe świadectwa. Wierni modlący się o orędownictwo br. Kaliksta wychodzą z nałogów i odzyskują zdrowie, rodzą się zdrowe dzieci, choć medycyna nie dawała żadnych szans. Wśród tych osób jest pani Magdalena, która zmagała się z rzadką chorobą zagrażającą jej życiu. Pewnej nocy przyśnił się jej zakonnik w brązowym habicie. Jak się później okazało, był to br. Kalikst. Przesłanie snu było jasne – kapucyn miał stać się jej orędownikiem i opiekunem, a jej zadaniem było podjąć starania o nabożeństwo ku niemu i modlić się o potrzebne łaski za jego orędownictwem. Co istotne – od tamtej pory – leki na jej chorobę w końcu zaczęły działać, a serce odzyskało spokój po kryzysie psychicznym.

Ja się codziennie do niego modlę. Wierzę, że Kościół oficjalnie uzna go za błogosławionego – mówi o. prof. Andrzej Derdziuk. Pod koniec 2021 r. Konferencja Episkopatu Polski zaakceptowała wniosek abp Stanisława Budzika, metropolity lubelskiego, o stwierdzenie heroiczności cnót br. Kaliksta Kłoczki. W kolejnym etapie procesu beatyfikacyjnego powołano specjalny Trybunał, którego zadaniem jest przesłuchanie świadków. Oficjalnie potwierdzono, że kandydat na ołtarze w stopniu znacznie bardziej niż przeciętnym praktykował cnoty wiary, nadziei i miłości oraz roztropności, sprawiedliwości, męstwa i umiarkowania.

Wyrażamy wdzięczność Bogu za czytelne świadectwo życia br. Kaliksta. – Pojawia się coraz więcej świadectw o łaskach uzyskanych przez jego orędownictwo. Okazuje się, że br. Kalikst był pomocny nie tylko za życia, ale i po śmierci – podsumowuje o. Derdziuk i zachęca do modlitwy za wstawiennictwem br. Kaliksta.

 

Anna Borawska

fot. Parafia Niepokalanego Serca Maryi i św. Franciszka w Lublinie

Autor E. S.

2023-04-28

Więcej informacji z tej kategorii

Radio Nadzieja Odtwarzanie zatrzymane