Świetlista ciemność
W trzecim (i na razie ostatnim) felietonie poświęconym „Septologii” Jona Fossego chciałbym uchwycić istotę religijności norweskiego pisarza. Zwrot „świetlista ciemność”, który w jego pisarstwie pojawia się niejednokrotnie, to właśnie obecność Boga.
Spróbujmy teraz odtworzyć akcję tylko pierwszej spośród siedmiu części „Septologii” Fossego (podtytuł „Drugie imię” I/II), jest to nieco ponad 200 stronic, a wszystko dzieje się w jeden dzień, w poniedziałek. Główny bohater, malarz Asle, wraca samochodem z Bjorgvin, gdzie robi zakupy i wystawia swoje obrazy, do domu w Dylgji. Jazda daje sposobność do refleksji, w tym także retrospekcji. „Mam swój własny wewnętrzny obraz, z którego wszystkie inne obrazy pochodzą, że tak powiem (…), ale tego jednego wewnętrznego obrazu nie da się namalować, nie da się wypowiedzieć, mogę malować bliżej lub dalej od tego wewnętrznego obrazu, a im bardziej się do niego zbliżam, malując, tym lepiej maluję i tym więcej światła jest w tym obrazie”.
Zgodnie z mistyką Mistrza Eckharta, którym Fosse się inspiruje, dno ludzkiej duszy jest Boskie. „W tym, co maluję, musi być światło, niewidzialne światło, myślę (…), i o dziwo, żeby obrazy jaśniały, muszą być jak najciemniejsze, im czarniejsze jest wszystko, im ciemniejsze, im czarniejsze są kolory, tym więcej mają w sobie światła, a najlepiej widać, czy jakiś obraz świeci, jak mocno i w którym miejscu, kiedy pogaszę wszystkie inne światła, kiedy jest ciemno jak czarną nocą, a najłatwiej oczywiście to zobaczyć, kiedy na dworze jest najciemniej, tak jak teraz (…), zawsze to ciemność w obrazie świeci najmocniej, i myślę, że może jest tak dlatego, że to w rozpaczy, w ciemności Bóg jest najbliżej (…), tak więc ciemność świeci, bo Bóg jest zarówno daleką nieobecnością, (…) jak i bliskością zupełnie bliską”. Mistycy muszą niejako wyjść poza ludzkie zmysły, które wiążą ich ze światem codziennym, by naczyniem wiary uchwycić światło Bożej obecności.
W Bjorgvin, w bloku stojącym nad zatoką Skutevika, zamieszkuje drugi Asle, jakby cień tego pierwszego, alkoholik marzący już tylko o samobójstwie. Drugi Asle dwukrotnie się rozwiódł (z Liv i Siv), ma dzieci, ale pozostaje samotny. W czasie drogi powrotnej do Dylgji pierwszy Asle ma przeczucie, a nawet wyrzuty sumienia, że powinien odwiedzić swego przyjaciela. Spieszy mu się jednak do domu, gdzie na podwórzu wita go jego sąsiad i przyjaciel, rybak Asleik. Jest on starym kawalerem, niewierzącym, aczkolwiek lubiącym czytać i rozmawiać. Na jego tle Asle to wdowiec, który wyszedł z nałogu alkoholizmu i stał się katolikiem dzięki żonie Ales. Aktualnie dokonuje jakby rozrachunku ze swoim życiem: „już niedługo nadejdzie moja godzina, kiedy sam pójdę tam, gdzie ona już jest” .
Wnosząc do domu zakupy, Asle podejmuje decyzję, by wrócić do Bjorgvin, bo ma przeczucie, że drugi Asle pozostaje w jakimś niebezpieczeństwie. Wraca i gdy jest już na miejscu, widzi, że „jakiś człowiek leży w śniegu, przysypany śniegiem, z głową na małym schodku, zwrócony ku bramie (…), to Asle! tak, Asle leży w śniegu! co się stało? (…) wygląda na to, że nie ma w nim życia, leży jakby spał, jakby po prostu padł, upadł do przodu (…), mógł zamarznąć na śmierć”. Wzywa pogotowie, które zabiera chorego do szpitala. On natomiast przypomina sobie, że w mieszkaniu chorego pozostał pies Brage. Z pomocą obsługi szpitala zdobywa klucz, dostaje się do mieszkania swego przyjaciela i zauważa, że jego rezydencja jest w dziwnie idealnym porządku (to znak, że drugi Asle wyszedł z mieszkania z zamiarem odebrania sobie życia). Nie wraca już do Dylgji, lecz nocuje w hotelu: „zwykle zasypiam odmawiając Modlitwę Jezusową lub Ave Maria”.
Pierwszy Asle wie, że jego miłość bliźniego (uratowanie życia przyjacielowi) wynika z jego miłości Boga: „chodzę na msze tak często, jak się da (…), dużo czytam, zwłaszcza ostatnimi czasy dużo czytam Biblię, trochę w jednym miejscu, trochę w drugim, tak, wcześniej przeczytałem całą Biblię, ale teraz to skaczę i czytam coś na tej stronie, która przypadkowo mi się otworzy (…), prawie codziennie trzy razy odmawiam modlitwę, którą sam sobie ułożyłem, rano, w środku dnia, a potem wieczorem (…), a do modlitwy używam różańca z paciorkami z brązowego drewna (…), i ten różaniec zawsze mam na szyi, to Ales mi go dała i to ona nauczyła mnie różańca (…), czasami staram się całkowicie milczeć, o niczym nie myśleć podczas modlitwy i dopuścić do siebie ciszę (…), w ciszy można usłyszeć Boga, a zobaczyć Go w tym, co niewidzialne”.
Okazuje się, że najwięcej niewidzialnego światła ma krzyż, który Asle namalował dwoma prostymi pociągnięciami pędzla: „tam, gdzie linie się krzyżują, powstał bardzo szczególny kolor, bardziej świecący”. Postmodernistyczna i metafizyczna powieść Fossego koresponduje ze sceną Przemienienia Pańskiego (II Niedziela Wielkiego Postu). Miłość Boga, której symbolem pozostaje krzyż, rozbłyska najbardziej pośród naszych codziennych mroków. Wierzyć, to niejako widzieć świetlistą ciemność.
Z Bogiem!
(Hope)









