Łomża 103,6 fm | Ostrołęka 93,9 fm | Grajewo 93,8 fm

Felieton: Z nadzieją na koniec tygodnia (25)

Ramówka
Facebook
Twitter
Darowizna

Og takk til Gud  

W ponad pięciomilionowej Norwegii istnieje aktualnie tylko jedna diecezja rzymskokatolicka, ze swym centrum w stolicy Oslo. Została ona przywrócona w 1953 roku, wcześniej funkcjonowała przed Reformacją (XVI wiek). Są ponadto dwie prałatury terytorialne (Trondheim i Tromso), jednostki niższej rangi, na czele których stoi aktualnie ten sam biskup Erik Varden. I on właśnie kilka dni temu wypowiedział się we włoskiej telewizji TV2000, że w jego ojczyźnie nie ma już niczego, co dałoby się jeszcze zsekularyzować, a mimo wszystko dusza ludzka nadal pozostaje spragniona sensu, piękna i prawdy (VaticanNews). W takim kontekście dużo łatwiej zrozumieć fenomen pisarstwa Jona Fossego, laureata Nagrody Nobla z literatury (2023), a od 2012 roku katolika (zdecydowana mniejszość wyznaniowa w kraju fiordów).

Zanim powrócimy (jako że poprzedni felieton już dotyczył tego zagadnienia) do „Septologii” Jona Fossego, pożyteczne będzie odwołać się teraz do jego znakomitego „Wykładu Noblowskiego” zatytułowanego „Cichy język”. Norweg wychodzi od tezy, że istnieje ogromna różnica pomiędzy „językiem mówionym” i „językiem literackim”. Ten pierwszy „przekazuje komunikat”, ten drugi zaś „jest znaczeniem”. To właśnie dlatego w postmodernistycznym pisarstwie Fossego nie ma w zasadzie wielowątkowej akcji, lecz trwa proces wyrażania tego, co niewypowiedziane.  „W prozie, jak i w poezji starałem się napisać to, czego zwykle – w potocznym języku mówionym – nie da się wyrazić w słowach. Tak, zgadza się. Starałem się wyrazić to, co niewypowiedziane, i taki właśnie był powód przyznania mi Nagrody Nobla. Najważniejszej rzeczy w życiu nie da się powiedzieć, tylko napisać”. Fosse podkreśla, że rozliczne powtórzenia w jego prozie pełnią funkcję pauzy. Pozwalają one na oderwanie się od wyrazów, by trwać w zamyśleniu. A to zamyślenie pozostaje najbardziej owocne, gdy jest wygenerowane „z całości dzieła”. To dlatego „Septologia” Fossego nie ma kropek, jedynie przecinki. Jak malarz musi niejednokrotnie coś urzeczywistnić „jednym ruchem pędzla”, tak samo pisarz jakby jednym pociągnięciem pióra. Kresem zamyślenia jest cisza: a „tylko w ciszy można usłyszeć głos Boga”. I Fosse konkluduje: „Akt pisania oznacza dla mnie słuchanie; kiedy piszę, nigdy się nie przygotowuję, niczego nie planuję, postępuję słuchając. (…) Zawsze mam wrażenie, że tekst już został napisany, jest gdzieś tam, nie we mnie, i że po prostu muszę go edytować, zanim zniknie”. Nietrudno zatem w tym momencie zrozumieć natchnienie artystyczne, jest to niejako mistyczne sięganie do samej głębi rzeczywistości, do niewypowiedzianej ciszy Boga. Stąd „Wykład Noblowski” zakończył się raczej niespotykaną w „Akademii Szwedzkiej” frazą: „Dziękuję Ci, Boże” (po norwesku: „Og takk til Gud”, a po szwedzku: „Och tack till Gud”).

Wracamy do „Septologii”, najważniejszej powieści Fossego, w 7 częściach (stąd jej tytuł). Każda część obejmuje kolejny dzień tygodnia, poczynając od poniedziałku. Świadoma aluzja do siedmiu dni dzieła stworzenia. Wprawdzie u kresu powieści główny bohater, malarz Asle, udaje się starą łodzią rybacką ze swoim przyjacielem, rybakiem Asleikiem, aby świętować Boże Narodzenie z jego siostrą, to jednak idea stworzenia „nowego człowieka” jest aktualna jeszcze bardziej w odniesieniu do Wielkanocy. W Wielkim Poście mamy stać się „nowymi ludźmi” z „nowymi imionami” w „nowym świecie” (dwie ostatnie części „Septologii” noszą tytuł „Nowe imię”, a mottem dzieła są słowa z Ap  2,17, właśnie o otrzymaniu „nowego imienia”).

Każda część „Septologii” rozpoczyna się tym samym tekstem; przywołajmy go po raz drugi (w poprzednim felietonie już go cytowałem): „I widzę siebie, jak stoję i patrzę na obraz z dwiema kreskami, fioletową i brązową, które krzyżują się pośrodku, na podłużny obraz, i widzę, że namalowałem te linie powoli, gęstą farbą olejną, a farba spłynęła i w miejscu, gdzie brązowa linia krzyżuje się z fioletową, kolory, ściekając, pięknie się mieszają, i myślę sobie, że to nie jest żaden obraz, ale jednocześnie obraz jest taki, jaki powinien być, jest skończony, nie pozostało nic więcej do zrobienia, myślę”.

Oto najbardziej podstawowe tło Wielkiego Postu: zobaczyć siebie w relacji do krzyża, który wyraża to wszystko, co niewypowiedziane, a jednocześnie najbardziej znaczące w ludzkim życiu: „Widzę, że w tym obrazie jest dużo światła, tak, dużo niewidzialnego światła”.

W powieści pojawia się jeszcze drugi Asle, jakby cień tego pierwszego, i jest on alkoholikiem znajdującym się nad przepaścią życiową: „cały się trzęsie, nie tylko ręce, myśli Asle, no i myśli, że musi się jakoś zwlec na nogi, przejść do kuchni i wlać w siebie trochę alkoholu, żeby to drżenie ustąpiło (…), potem obejdzie mieszkanie i pogasi światła, tak, obejdzie całe mieszkanie, sprawdzi, czy wszystko jest w porządku, a potem wyjdzie z mieszkania, zamknie za sobą drzwi na klucz i zejdzie nad morze, a potem wejdzie w morze i dalej będzie szedł, myśli Asle i powtarza tę myśl raz po raz, to jedyne, o czym jest w stanie pomyśleć, o tym, że wejdzie w morze i że zniknie w morzu, w nicości fal, myśli Asle, a ta myśl krąży mu po głowie, myśl się nie poddaje, bo tylko ta myśl, ta jedna myśl ma w sobie bliskość, wszystko inne jest pustą dalekością”.

Alkoholizm to symbol wszelkich nałogów, zniewoleń, grzechów i pokus, a planowane samobójstwo – największą porażką. (I niech teraz przemówi cisza).

Z Bogiem!

(Hope)

Autor E. S.

2025-03-08

Więcej informacji z tej kategorii

Radio Nadzieja Odtwarzanie zatrzymane