Kochani, przed nami listopad, który rozpocznie Uroczystość Wszystkich Świętych. Po niej wspominać będziemy Wszystkich Wiernych Zmarłych. To ważny czas modlitwy, refleksji nad celem naszego ziemskiego życia, czas doświadczenia duchowej wspólnoty z tymi, którzy już przekroczyli próg śmierci – i jak wierzymy żyją w Panu. Te dni są dla każdego z nas szczególnym przypomnieniem, że powołani jesteśmy do świętości, do zjednoczenia z Bogiem już w tym życiu, a po śmierci w królestwie niebieskim.
Przed laty ks. Piotr Pawlukiewicz odpowiadając na pytanie, co to znaczy być świętym człowiekiem, stwierdził: „Świętym jest ten, dla którego Bóg jest po prostu najważniejszy. Dla którego ważne jest Boże prawo. Może się zdarzyć w życiu kogoś, że przekroczy Boże przykazanie, ale nigdy nie będzie to dla niego obojętne, błahe. Taki człowiek w jakiejś sytuacji może nawet zapomnieć o Bogu, ale zaraz przyjdzie na niego opamiętanie”. Ten znany kaznodzieja podkreślił, że najbardziej niebezpieczne jest „popełnić grzech i beztrosko czekać na Boże Narodzenie, na Wielkanoc, na inną okazję do spowiedzi. (…) Bo obojętność jest przeciwieństwem miłości”.
Kochani, swoje życie i życie naszych bliźnich musimy zawsze traktować z wielką odpowiedzialnością. W czasie tych audycji staramy się coraz lepiej rozumieć, że troska o trzeźwość jest troską o święte życie. Jak często podkreślam – na trzeźwość należy patrzeć szeroko, nie tylko w perspektywie problemów związanych z alkoholem. Wszystko to, co odbiera nam jasność i prawość myśli, mądrość decyzji i postępowania, jest przeciwne cnocie trzeźwości. Jeśli walczymy z pijaństwem, z różnymi formami demoralizacji, jeśli tak gorliwie zabiegamy o odnowę moralną narodu, to dlatego, że naród nietrzeźwy jest narodem śmiertelnie chorym. Dekalog, wymagania Chrystusowej Ewangelii stoją na straży naszej wolności, chronią nasze zdrowie i życie. To Boże prawa powinny wyznaczać standardy, bo tylko one wskazują właściwą drogę dla człowieka i narodu. Dlatego trzeba jasno powiedzieć – ten, kto podnosi rękę przeciwko życiu, w tym przeciwko życiu dzieci nienarodzonych, działa przeciwko narodowi.
Kiedy w 1956 roku komuniści wprowadzili aborcję na życzenie, bł. kard. Stefan Wyszyński z wielkim bólem mówił: „Jeśli nie będą umieli uszanować maleńkiego życia, które się rodzi w komórce życia domowego, nie uszanują i życia obywateli, bo nauczą się mordować już w rodzinach. (…) Będzie to naród samobójczy. Taki naród się skończy”. Bł. Prymas przestrzegał, że upadek moralności wyrządza największą szkodę narodowi, bo z nim zawsze idzie w parze wojna z dziećmi nienarodzonymi. I wołał odważnie: „Ktokolwiek głosiłby (…), że na polskiej ziemi istnieje prawo zabijania, niech wie, że godzi we własną matkę i w życie narodu, że uśmierca własny naród”. Apelował: „Miejmy litość nad naszym narodem, któremu trzeba nowych pokoleń dzieci, jeśli ma się ostać”.
A św. Jan Paweł II, nazywany „obrońcą nienarodzonych”, błagał Polaków: „Oddajcie się w służbę życia, a nie śmierci. Czynienie zamachu na nienarodzone życie na jakimkolwiek etapie poczęcia jest podkopywaniem całości porządku moralnego stojącego na straży ludzkiego dobra. (…) Miłujcie życie, życie własne i innych”. To właśnie te słowa zainspirowały sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, aby w ramach ruchu Światło-Życie powołać w 1981 roku Diakonię Życia. Już wcześniej, w Krucjacie Wstrzemięźliwości działającej w latach 1956-1960, istniał Apostolat Obrony Życia, który między innymi walczył z pornografią, rozwiązłością i przeciwstawiał się tak zwanemu przerywaniu ciąży. Ks. Blachnicki tłumacząc, czym jest „prawdziwy czyn wyzwoleńczy”, mówił, że jest to „wyzwolenie od uzależnień i od egoizmu, który prowadzi do mordowania dzieci nienarodzonych”.
Troska o trzeźwość, kochani, ściśle związana jest z troską o życie każdego człowieka od chwili jego poczęcia aż do naturalnej śmierci. Nie można tych spraw rozdzielać. Pamiętajmy, że w Jasnogórskich Ślubach Narodu przyrzekliśmy „stać na straży budzącego się życia”. Wypełnijmy to przyrzeczenie mężnie i ofiarnie, aby polska ziemia nie stała się „krainą śmierci, martwą ziemią”, jak przestrzegał nas bł. Prymas kard. Stefan Wyszyński.
bp Tadeusz Bronakowski









