Łomża 103,6 fm | Ostrołęka 93,9 fm | Grajewo 93,8 fm

Pożegnanie kapłana i misjonarza

Ramówka
Facebook
Twitter
Instagram

Tupamiri – mały Bóg. Tak zamieszkujący Paragwaj Indianie Ava Guarani nazywali o. Jana Krajzę. Pochodzący ze wsi Cyk w parafii Czarnia w dekanacie myszynieckim misjonarz spędził tam połowę swojego życia. Tutaj przyjął chrzest, Pierwszą Komunie i bierzmowanie. W czarnieńskim kościele parafialnym odprawił Mszę św. prymicyjną i obchodził jubileusz 25-lecia kapłaństwa.

Zanim jednak rozpoczął swoją posługę kapłańską i misjonarską kilkanaście lat mieszkał na Kurpiach. Potem ze swojej biednej wsi wyjechał na Śląsk. Pracował m.in. w znanej kopalni „Wujek”. Praca ta nie dawała mu jednak satysfakcji. Jego marzeniem od dzieciństwa było kapłaństwo. Porzucił Śląsk i za namową siostry, zakonnicy Zgromadzenia Sióstr św. Katarzyny w Braniewie, trafił do Seminarium Duchownego Księży Werbistów w Pieniężnie na Warmii. Jan Krajza chciał pobierać nauki niedaleko od miejsca pobytu siostry. Dopiero potem zorientował się, że seminarium w Pieniężnie kształci przede wszystkim misjonarzy. Jan Krajza uznał to za znak od Boga i nie myślał o zmianie uczelni. Święcenia kapłańskie uzyskał w 1991 r. w Pieniężnie i niemal natychmiast wyjechał do Boliwii. Tam przez pół roku uczył się języka hiszpańskiego, który dominuje w całej Ameryce Południowej. Po kursie językowym trafił do misji katolickiej, która prowadzi działalność wśród Indian Ava Guarani w Paragwaju.

Jego działalność misjonarska napotykała na wiele przeszkód i trudności. Okazało się, że znajomość języka hiszpańskiego nie wystarczała do komunikowania się z miejscowymi Indianami. Musiał nauczyć się jeszcze lokalnych dialektów i narzeczy. Ojciec Jan musiał zdobyć zaufanie i szacunek Indian. Nie było to łatwe, bo w Paragwaju dokonywały się poważne przemiany społeczne. Karczowano duże kompleksy leśne. Indianie byli pozbawiani ziemi, która wcześniej stanowiła tereny łowieckie. Musieli nauczyć się uprawy i hodowli zwierząt. Ojciec Krajza uczył Guarani uprawy kukurydzy i soi. Założył także pasiekę pszczół. Potem powstała założona przez niego spółdzielnia rolnicza. Opowiadał, że musiał naprawiać zepsuty traktor, czy też leczyć należące do Indian zwierzęta. Wstawał znacznie wcześniej od tubylców. Chciał wczesnym rankiem się pomodlić, by potem już służyć pomocą i wsparciem mieszkańcom wioski. W Paragwaju spędził trzy dekady swojego życia. Jego działania misjonarskie zaczęły przynosić efekty po wielu latach. Pierwsza Indianka z osady przyjęła chrzest po 10 latach pobytu ojca Jana. W kilka lat później do pierwszego z chrześcijańskich sakramentów przystąpiło już kilkudziesięciu Guarani. 29 maja 2021 r. do członków jego najbliższej rodziny nadeszła smutna wiadomość. Zakażony wirusem COVID-19 ojciec Jan Krajza zmarł w paragwajskim szpitalu. Informacja ta poruszyła nie tylko matkę i rodzeństwo kapłana. Smucili się także mieszkańcy Cyku oraz innych wsi wchodzących w skład parafii Czarnia.

Pogrzeb o. Jana Krajzy odbył się w Paragwaju. Msza św. dziękczynna odprawiona została w jego rodzinnej parafii w niedzielę 6 czerwca. Nabożeństwo koncelebrował ks. Szczepan Szpyra, proboszcz parafii pw. św. Arnolda w Olsztynie. We Mszy św. uczestniczyli także parafialni duchowni, księża werbiści oraz członkowie najbliższej rodziny zmarłego. Obecne były również siostry z kilku zgromadzeń zakonnych. Duża część uczestników nabożeństwa przybyła do kościoła w strojach ludowych. Ks. Szpyra był diecezjalnym kolegą o. Jana Krajzy. W swoim kazaniu dużo mówił o zmarłym kapłanie i jego dokonaniach. Wspominał o wielkiej pasji o. Jana, który w każdym miejscu i o każdej porze myślał o losie swoich wiernych w Paragwaju. Nawet wtedy, gdy przyjeżdżał do polski na krótki urlop. Zdarzało się, że pierwszą rzeczą, którą robił po modlitwie było sprawdzenie kursu sprzedaży soi na giełdzie w Chicago. Z uprawy tej rośliny żyli Guarani. Ks. Szpyra przypomniał, że 5 lat wcześniej w kościele pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Czarni odprawił Mszę św. z okazji 25-lecia pracy kapłańskiej o. Krajzy. Dziś prowadził nabożeństwo po jego śmierci.

Zmarłego werbistę we wzruszających słowach pożegnał proboszcz parafii w Czarni ks. kan. Wiesław Pac. Na koniec nabożeństwa w kościele zaprezentował się miejscowy Zespół Folklorystyczny Carniacy. Jego kierownik Witold Kuczyński wspominał o. Jana, którego znał już w latach dziecięcych. Misjonarz podczas pobytów w Polsce często go odwiedzał. Ks. Krajza kochał kulturę ludową i swoją „małą ojczyznę”. Z Paragwaju przywoził pamiątki i drobne upominki. Jedną z takich pamiątek był oryginalny indiański pióropusz. Witold Kuczyński zagrał na kurpiowskiej ligawce i zaśpiewał tradycyjną kurpiowską pieśń pogrzebową. Cały zespół zaintonował „Na cykowskiej roli”. Po procesji wokół kościoła wszyscy pozowali do wspólnego zdjęcia. Będzie ono pamiątką z pożegnania wyjątkowego kapłana i misjonarza, którego Bóg zaprowadził do kraju odległego o tysiące kilometrów od jego ojczyzny.

Kazimierz Żyra

Hits: 275

Autor J. E.

2021-06-09

Więcej informacji z tej kategorii