Łomża 103,6 fm | Ostrołęka 93,9 fm | Grajewo 93,8 fm

Felieton: Z nadzieją na koniec tygodnia (17)

Ramówka
Facebook
Twitter
Darowizna

Nie spoczniemy, nim dojdziemy  

W ostatnich dniach w Łomży, Zambrowie i Kolnie odbyły się koncerty „Czerwonych Gitar” w ramach świętowania 60. rocznicy powstania tego znakomitego zespołu instrumentalno-wokalnego. Z pierwotnego składu aktualnie pozostał tylko perkusista Jerzy Skrzypczyk. Zespół odnosił największe sukcesy, gdy tworzyli go m.in. Krzysztof Klenczon, Seweryn Krajewski i Bernard Dornowski. O „Czerwonym Gitarach” z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia można byłoby powiedzieć: „perfekcjoniści w każdym calu”: charyzma liderów, oryginalna muzyka, poetyckie słowa i niezapomniane wykonania. Spośród autorów tekstów wymieniłbym nade wszystko Krzysztofa Dzikowskiego, Janusza (Jana) Kondratowicza i Agnieszkę Osiecką.

W 1976 roku zespół wydał płytę „Dzień jeden w roku”, na której znalazły się głównie pastorałki, w tym tytułowa stworzona już w 1966 roku przez Seweryna Krajewskiego (muzyka) i Krzysztofa Dzikowskiego (tekst), z biegiem czasu rozpoznawana także jako „Jest taki dzień”. Jeszcze na początku XXI wieku, czyli już po opuszczeniu „Czerwonych Gitar”, Seweryn Krajewski uważał ją na swoją ulubioną kompozycję z racji na jej „melodyjność” i „prostotę”. Wprawdzie pastorałka nie zawiera słownictwa ściśle religijnego (przez wzgląd na czasy PRL?), to jednak wyraźnie odnosi się do atmosfery Wigilii Bożonarodzeniowej: „Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy/ Dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory/ Jest taki dzień, w którym radość wita wszystkich /Dzień, który już każdy z nas zna od kołyski”. Chętnie nazwałbym taką twórczość mianem „piosenki pre-ewangelizacyjnej”, czyli przygotowującej grunt w ludzkich sercach pod właściwą ewangelizację.  „Niebo ziemi, niebu ziemia/ Wszyscy wszystkim ślą życzenia/ A gdy wszyscy usną wreszcie/ Noc igliwia zapach niesie”.

W takim razie odpowiem teraz na pytanie, która piosenka „Czerwonych Gitar” jest najbardziej „pre-ewangelizacyjna”, taki nr 1 w tej kategorii. Otóż, bez wątpienia „Nie spoczniemy”. Zespół wystąpił z nią na „Sopot Festival 1977”, który był jednocześnie 1. edycją Międzynarodowego Festiwalu Interwizji (konkurencja dla Eurowizji), zajmując 3. miejsce (z liczbą głosów 126; wygrała Helena Vondrackova z Czechosłowacji, śpiewając piosenkę „Malovany dzbanku” – 174 głosy; Maryla Rodowicz z „Kolorowymi jarmarkami” zajęła 11. miejsce). Piosenka mówi o ludzkiej determinacji, by osiągnąć cel: „Nie spoczniemy, nim dojdziemy”. Ale dopóki ten cel jest czysto ziemski, towarzyszy wędrowcom nieustannie „nieutulony w piersi żal”, „nienasycony w sercu głód”, „nieuleczony ból” i „niepocieszony czas”. Można odnieść wrażenie, że życie ludzkie biegnie „w siódmy las”. Jest jakieś dogłębne niespełnienie, „bo za jedną siną dalą – druga dal”, a „za jednym mocnym chłodem – drugi chłód”. (Dopiszę w ramach postulatu, nawet za cenę zarzutu o nadinterpretację całości utworu, dwa wyrazy: „Nie spoczniemy, nim dojdziemy… do Boga” – jako naszego ostatecznego celu, poza którym nie ma już niczego więcej, trwa wieczne spełnienie).

Lata 1965-1970 to okres współpracy i rywalizacji między Krzysztofem Klenczonem i Sewerynem Krajewskim. „Czerwone Gitary” wydają wtedy cztery płyty, zyskując miano „polskich Beatlesów”: „To właśnie my” (1966), „Czerwone Gitary – 2” (1967), „Czerwone Gitary – 3” (1968) i „Na fujarce” (1970). Klenczon komponuje m.in. „Historię jednej znajomości”, „Nikt na świecie nie wie”, „Kwiaty we włosach” i „Gdy kiedyś znów zawołam cię”, a z kolei Krajewski m.in. „Nie zadzieraj nosa”, „Cztery pory roku”, „Takie ładne oczy” i „Dozwolone do lat 18-stu”. Ostatnią z tych płyt otwiera kompozycja Krajewskiego do słów Dzikowskiego zatytułowana „Bez naszej winy”, jest to impresja związana z opuszczeniem zespołu przez Klenczona (później zginie w wypadku samochodowym na terenie USA w 1981 roku).

Najpiękniejsza ballada? Nie Cohen, nie „Wind of Change” grupy „Scorpions”, ale „Ballada pasterska” w wykonaniu „Czerwonych Gitar” i przecudnie współbrzmiące głosy Krajewskiego i Klenczona w 4. zwrotce (rodzaj refrenu): „Gdy wśród gór uderzy grom/ Echo go poniesie stąd/ Nad lasami dolinami/ Aż do serca bliskich stron”.

Najpiękniejsza piosenka ślubna? Oczywiście, że „Słowo jedyne – Ty”, z przeuroczym głosem Krajewskiego i chórku „Alibabek”. Pierwsza zwrotka brzmi następująco: „Zobacz, pająki tkały welon twój/ Widzisz, z pajęczej przędzy tkany tiul/ Kiedy ty, ty, ty staniesz rankiem przy mnie/ Błysną w nim klejnoty rosy”. Ostatnia zwrotka: „Popatrz, kobierzec z igieł utkał las/ Dzisiaj do ślubu będziesz po nim szła/ Kiedy ty, ty, ty idziesz ze mną/ Kwitną wszystkie kwiaty ziemi”.

Najpiękniejsza piosenka żałobna? Oczywiście, że „Stracić kogoś”. Najpiękniejsza piosenka żeglarska? Oczywiście, że „Wróćmy na jeziora”. Najpiękniejsza piosenka patriotyczna? Oczywiście, że „Biały krzyż”. I można byłoby tak w nieskończoność, bo w twórczości „Czerwonych Gitar” za jednym wielkim przebojem – drugi hit…

Z Bogiem!

(Hope)

Autor E. S.

2025-01-11

Więcej informacji z tej kategorii

Radio Nadzieja Odtwarzanie zatrzymane