Słynny Norweg, czyli kto?
Trwające obecnie Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Klasycznym (biegi, kombinacja i skoki) kierują uwagę kibiców na Trondheim, czyli Norwegię. To ojczyzna wojowniczych wikingów, przeuroczych fiordów i właśnie sportów zimowych. W ostatnich mistrzostwach świata (2023) Norwegowie wygrali klasyfikację medalową zdobywając aż 27 medali (12 złotych, 10 srebrnych i 5 brązowych), wyprzedzając Szwecję i Niemcy (po 12 medali); Polacy zajęli wówczas bardzo wysoką piątą pozycję, ale tylko z 2 medalami (złotem Piotra Żyły i brązem Dawida Kubackiego). Podobnie, zresztą, Norwegowie triumfowali w klasyfikacji medalowej podczas ostatnich Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pekinie (2022), zgarniając 37 medali (16-8-13).
Jednakże, kiedy w tytule używam zwrotu „słynny Norweg”, nie chodzi mi o żadnego mistrza świata czy mistrza olimpijskiego. Tym „słynnym Norwegiem” jest pisarz: Jon Olav Fosse (ur. 29 września 1959 roku), laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (2023) „za nowatorskie sztuki i prozę, które dają wyraz temu, co niewypowiedziane”. Swoje dzieła tworzy w języku nynorsk, czyli jednej z dwóch oficjalnych odmian języka norweskiego, którą posługuje się zdecydowana mniejszość w tym kraju.
Jon Fosse wyrósł we wspólnocie protestanckiej (państwowy Kościół Norwegii), potem praktycznie stracił wiarę, następnie przeszedł do kwakrów, by wreszcie, w 2012 roku, stać się katolikiem. W wykładzie noblowskim w Sztokholmie przyznał: „Wszystko, co piszę, jest rodzajem modlitwy”. Studiował literaturę, psychologię i socjologię, podjął pracę jako wykładowca na uczelni. Tłumaczył dzieła Franza Kafki, Jamesa Joyce`a i Samuela Becketta. Był trzykrotnie żonaty, ma dzieci, a z obecną żoną Anną, która jest Słowaczką, związany pozostaje od 2011 roku. Mniej więcej w tym samym czasie zerwał z nałogiem alkoholizmu.
Skazy na biografii Jona Fossego są znaczące, aczkolwiek okres katolicki w jego życiu to jednocześnie fascynacja mistyką chrześcijańską, ze szczególnym uwzględnieniem teologii Mistrza Eckharta (zm. ok. 1328), dominikanina, którego niektóre tezy nie zostały uznane przez Kościół. Najważniejsze dzieła literackie Fossego są przesycone wątkami religijnymi. Na otrzymanie przez niego Nagrody Nobla zareagował papież Franciszek, pisząc w liście z 18 października 2023 roku następująco: „Twoje łagodne świadectwo wiary i zaangażowany głos literacki dotrą teraz do szerokiego grona odbiorców. W szczególny sposób Twoja zdolność do przywoływania darów łaski, pokoju i miłości Boga Wszechmogącego w naszym często zaciemnionym świecie z pewnością wzbogaci życie tych, którzy dzielą pielgrzymkę wiary”.
Rzecz interesująca, że pół roku później (17 lipca 2024 roku) papież Franciszek zredagował list „o roli literatury w formacji”. Pierwotnie zamierzał odnieść się tylko do formacji kapłańskiej, ale potem zmodyfikował optykę, by ogarnąć formację chrześcijańską całego Ludu Bożego (por. n. 1). I Ojciec Święty opowiedział się za takim konceptem „literatury pięknej”, który oznacza „zanurzenie się w żywym tekście” (n. 20). W beletrystyce chodzi o „formy wyrazu i znaczenia” (n. 26). Beletrystyka zatem dlatego jest „piękna”, że potrafi to, co niewysłowione, wyrazić możliwie najpełniej w niuansach słów.
Najważniejsze dzieło Jona Fossego stanowi „Septologia”, proza w 7 tomikach: „Drugie imię” (I-II), „Ja to ktoś inny” (III-V) i „Nowe imię” (VI-VII). Łącznie jest to ponad 800 stronic. Dzieło nie ma zupełnie kropek, są jednak przecinki. To jakby jeden strumień świadomości. Akcja minimalna. Co jakiś czas fraza: „myślę, no i myślę”. Pisarstwo postmodernistyczne, hipnotyczne i rytmiczne. Bez choćby jednego zdania za dużo, aczkolwiek powtórzeń sporo (żadnego jednak za dużo). Chłód i mrok. Natrętna retrospekcja, prosta modlitwa i mistyczne olśnienie. Sprawy błahe i te najważniejsze w życiu. Główny bohater to malarz Asle, który zamieszkuje samotnie w Dylgja. Widuje się głównie z sąsiadem, to rybak Asleik. Spotyka także Beyera, to właściciel galerii w Bjorgvin, kilka godzin jazdy na południe. W Bjorgvin zamieszkuje jeszcze drugi malarz Asle, jakby inna wersja tego pierwszego. A książka tak się zaczyna: „I widzę siebie, jak stoję i patrzę na obraz z dwiema kreskami, fioletową i brązową, które krzyżują się pośrodku, na podłużny obraz, i widzę, że namalowałem te linie powoli, gęstą farbą olejną, a farba spłynęła i w miejscu, gdzie brązowa linia krzyżuje się z fioletową, kolory, ściekając, pięknie się mieszają, i myślę sobie, że to nie jest żaden obraz, ale jednocześnie obraz jest taki, jaki powinien być, jest skończony, nie pozostało nic więcej do zrobienia, myślę”.
Ten „krzyż Andrzejowy” znajduje się na okładkach kolejnych części „Septologii”. Wiemy, jako chrześcijanie, że krzyż faktycznie mówi wszystko, daje wyraz temu, co najgłębsze i najbardziej znaczące w rzeczywistości…
Gdyby teraz ktoś z Czytelników niniejszego felietonu zapytał mnie, czy kupić i czytać „Septologię” Jona Fossego, odpowiedziałbym: „Proszę na razie zaczekać!” Musimy bowiem zobaczyć, jak to dzieło zadziała na nas w ciągu kolejnych tygodni, gdy właśnie je zaprezentuję jako inspirację na dobry początek Wielkiego Postu. Dwa, może trzy kolejne felietony.
Z Bogiem!
(Hope)









