Kochani, wczoraj obchodziliśmy wspomnienie św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, biskupa. Żył on w XIX wieku, w bardzo trudnym dla Ojczyzny i Kościoła okresie zaborów. Ten wielki patriota, zesłaniec, czciciel Maryi i Najświętszego Sakramentu, przyjaciel ubogich, opuszczonych i chorych, czynił wszystko, aby Polska odzyskała niepodległość. Drogą do wolności była według niego odnowa moralna narodu. Duchownych wzywał do wytężonej pracy apostolskiej, do odważnego głoszenia Słowa Bożego, gorliwej katechizacji dzieci i szerzenia oświaty. Chodziło mu o to, aby stworzyć „nowe pokolenie” ludu „prawdziwie wiernego, trzeźwego, uczciwego i moralnego”.
Św. Zygmunt Szczęsny Feliński został powołany na Arcybiskupa Warszawy tuż przed wybuchem Powstania Styczniowego. Boleśnie wtedy odczuł niezrozumienie ze strony rodaków, niesłuszne posądzenie o sprzyjanie zaborcom. Pisał: „Co nas czeka? Nie wiem. Jedno wiem tylko, że tych, których mi Bóg powierzył, nie opuszczę, choć się ode mnie odwracają”. A podczas ingresu do katedry św. Jana w Warszawie mówił: „Do walki przeto się gotuję, bo walki się spodziewam, a więc i broń zawczasu przygotować winienem. Lecz broń ta nie materialna, ale duchowa być musi, …tą bronią jest modlitwa i ofiara. Oto są oręże…, którymi Kościół walczy i zwycięża”. Kiedy car Aleksander II nakazał mu przyjechać na rozmowę, wiedział, że już nie wróci do Warszawy. W pałacu arcybiskupim na Miodowej pożegnał się z duchowieństwem słowami: „Strzeżcie praw Kościoła i narodu. Jeśliby ktoś was zmuszał do popełnienia czynów przeciwnych prawom Bożym i kościelnym, to każdy z was niech odpowiada – non possumus i wszyscy razem odpowiadajcie – non possumus – nie możemy”. Pamiętamy, że po latach te słowa padły z ust bł. Prymasa Polski – kard. Stefana Wyszyńskiego, który był wielkim czcicielem arcybiskupa Felińskiego. Więziony przez komunistów czytał jego pamiętniki.
Kochani, przywołując tę wspaniałą postać i jego słowa, pragnę zwrócić uwagę na wciąż aktualny obowiązek tworzenia nowego pokolenia ludzi „prawdziwie wiernych, trzeźwych, uczciwych i moralnych”. Tylko w ten sposób możemy zbudować silną Ojczyznę. Za to jesteśmy wszyscy odpowiedzialni, każdy zgodnie ze swoim powołaniem. Duchowieństwo wypełnia ten obowiązek gorliwym strzeżeniem praw Bożych i kościelnych i odważnym mówieniem: non possumus – nie możemy, gdy ktoś żąda przekroczenia tych praw. Małżonkowie i rodzice – wiernością Bożym przykazaniom, stałym wysiłkiem przekazywania wiary i miłości Ojczyzny swoim dzieciom, trzeźwością i pielęgnowaniem chrześcijańskich obyczajów w domach rodzinnych. Dzieci i młodzież – posłuszeństwem, pracą nad sobą, wolnością od nałogów i odwagą wyznawania Chrystusa we współczesnym świecie.
Zdajemy sobie sprawę, że nowego pokolenia ludzi, którzy żyją według Bożych przykazań i są prawdziwie wolni w Chrystusie, nie można stworzyć bez dobrego wychowania dzieci. Dobrego – to znaczy opartego na chrześcijańskich wartościach. Ks. dr Marek Dziewiecki napisał kiedyś, że „najlepszym profilaktykiem dla dzieci jest ten, kto uczy je sztuki życia według zasad Dekalogu, kto pomaga im myśleć i kochać jak Jezus, kto przyprowadza dzieci do Jezusa, bo tylko On przynosi nam radość, jakiej ten świat ani dać, ani zabrać nam nie może”. Taka postawa najlepiej chroni młode pokolenie przed śmiertelnym zagrożeniem, jakim jest wchodzenie w różnego rodzaju uzależnienia. Wiemy, że w naszym społeczeństwie wciąż najwięcej destrukcji, wielorakich szkód przynosi sięganie przez nieletnich po alkohol. Dlatego tak ważne jest wychowanie do abstynencji w rodzinie.
W ubiegłym roku ukazała się publikacja Światowej Organizacji Zdrowia pod tytułem „Czy domy, szkoły i platformy cyfrowe mogą napędzać spożycie alkoholu przez młodych ludzi?” (kwiecień, 2025). Eksperci piszą w niej, że „rodzice nie muszą pić dużo alkoholu, aby negatywnie wpłynęło to na ich dzieci”. Chodzi o to, że dzieci obserwując rodziców, którzy nawet tylko okazjonalnie piją alkohol, nabierają przekonania, że jest on czymś normalnym, zatem szybciej i częściej sami sięgają po niego. Bądźmy tego świadomi i troszczmy się o to, by nasze domy były naprawdę bezpiecznymi miejscami życia dla młodego pokolenia.
bp Tadeusz Bronakowski









