– Jak tylko wszedłem do szpital to słyszałem, że Państwa nastroje są złe. Została podjęta decyzja przez wojewodę, przez rząd. Dzisiaj jesteśmy w takiej sytuacji, z którą ten świat się jeszcze nie spotkał i musimy coś zrobić, żeby nie było powtórki z Włoch w Polsce – mówił podczas pierwszego spotkania z pracownikami Szpitala Wojewódzkiego im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Łomży Jacek Roleder, nowy pełniący obowiązki dyrektora placówki. Spotkanie nie należało do najłatwiejszych, bo pracownicy domagają się zmiany decyzji i wyjaśnień od wojewody.
Jacek Roleder został powołany na funkcję p.o. dyrektora szpitala po tym, jak Joanna Chilińska zrezygnowała. W szpitalu panuje trudna sytuacja, bo placówka od dziś ma funkcjonować jako jednoimienny szpital zakaźny. Decyzja, która zapadła w miniony piątek budzi wiele kontrowersji i protestów mieszkańców oraz pracowników.
– Nie będę dyskutował z decyzjami rządu. Uważam, że są słuszne i trzeba podjąć działania, żeby zabezpieczyć nas, czyli Polaków żyjących w tym kraju. Wiem, że dzisiaj szpital nie jest gotowy na zadanie, które ma powierzone. Zanim dojechałem tutaj z Białegostoku to otrzymałem kilka telefonów z zapewnieniami o środkach i pieniądzach na te środki – mówił do zgromadzonych pracowników. Jego zapewnienia nie przekonały jednak personelu, który punktował braki placówki i oczekiwał wyjaśnień od wojewody.
– Prosimy o wyjaśnienie merytoryczne od pana wojewody, od konsultanta wojewódzkiego pana profesora Flisiaka. Chciałabym żebyśmy usłyszeli dlaczego decyzja taka została podjęta, że szpitalem jednoimiennym został wyznaczony Szpital Wojewódzki w Łomży. Wiemy, że na liście w czwartek był Szpital Uniwersytecki w Białymstoku, który z tego co wiem to przygotowywał się do przyjmowania pacjentów zakażonych koronawirusem. W piątek okazało się, że to my będziemy jednolitym szpitalem zakaźnym. Nie byliśmy do tego przygotowywani. My nie przespalismy koronawirusa panie dyrektorze, bo od początku jak tylko był mowa to chyba jako jeden z pierwszych szpitali wprowadziliśmy procedurę. Eprowadziliśmy ogólne szkolenia w tym szpitalu dla personelu, wyznaczyliśmy izbę przyjęć przy oddziale chorób zakaźnych. Sprawdziliśmy działanie tej procedury, poprawiliśmy pewne rzeczy m.in. oznakowanie i my się nie boimy pacjentów z koronawirusem – mówiła Małgorzata Góralczy, pielęgniarka epidemiologiczna i dodawała, że w szpitalu jest tylko dwóch lekarzy chorób zakaźnych i sześciu anestezjologów, ale brakuje sprzętu, który pomoże przy problemach oddechowych. – Mamy trzynaście respiratorów, reszta to są respiratory, które się nie nadają. Nie tak jak powiedział pan minister, że mamy ich trzydzieści. Nie mamy ECMO. Pacjenci z koronawirusem, u których będzie niewydolność oddechowa będą wymagali zastosowania tej procedury. w naszym szpitalu nie ma możliwości wykonania tej procedury, jak również nie ma specjalistów w tym zakresie.
Obecni na sali radiolodzy zapowiedzieli, że nie podejmą się pracy.
– Nasz zakład nie jest zupełnie do tego przygotowany. Nie pod względem sprzętu, ale pod względem ludzkim. Jest dwóch lekarzy powyżej 60. roku życia, jeden lekarz który ma stopień niepełnosprawności, więc my nie będziemy w stanie obsłużyć tego szpitala. I właściwie zgodnie z Kodeksem Etyki Lekarskiej mamy prawo odmówić pracy panu dyrektorowi, i właściwie to zrobimy – mówiła Bożena Chojnacka, lekarz radiolog.
– Rozumiem was i rozumiem pewnego rodzaju rozgoryczenie, które przez was przemawia, dlatego mówię, że w jakiejś mierze to rozumiem. Natomiast żyjemy w tym kraju wszyscy i dzisiaj mamy taką sytuację trochę jak wojna. Niestety, czy nam się to podoba czy nie. I musimy gdzieś powściągnąć nasze emocje i spróbować zrobić to zadanie, które państwo na nas narzuciło – próbował uspokoić emocje dyrektor Roleder.
Kolejne spotkanie z personelem ma odbyć się po spotkaniu z konsultantami wojewódzkimi z różnych dziedzin. Wstępnie powinno się ono rozpocząć o godz. 16.
[nggallery id=3920]
pg
[related limit=”5″]









