Sytuacja jest pod kontrolą, ale cały czas trwa akcja gaśnicza – mówią strażacy, którzy od niedzielnego wieczora walczą z ogniem w Biebrzańskim Parku Narodowym. Do tej pory spłonęło tam ponad 6 tysięcy hektarów bagiennych łąk.
Artur Wiatr z Biebrzańskiego Parku Narodowego powiedział Polskiemu Radiu Białystok, że sytuacja jest zdecydowanie lepsza niż wczoraj. Praktycznie nie ma już miejsc, gdzie byłby otwarty ogień. Strażacy skupiają się na dogaszeniu tlących się miejsc. W wielu miejscach stworzyli długie linie wodne, a tam gdzie nie można dostarczyć wody, wspomagają ich samoloty gaśnicze. W akcji bierze udział także helikopter, który ma mniejszy niż samoloty zbiornik, ale za to może zrzucać wodę z bardzo dużą dokładności i znacznie częściej, ponieważ pobiera wodę bezpośrednio z rzek i kanałów.
W lesie wroceńskim oraz w okolicach miejscowości Grzędy występuje największe ryzyko powrotu otwartego ognia, dlatego tam pracuje teraz najwięcej strażaków.
IAR
[related limit=”5″]









